Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 095 007 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Sokei-an

piątek, 13 kwietnia 2007 21:30

Sokei-an
Cytaty z Książki "Oko Zen"

Niekiedy ludzie zadają mi następujące pytanie: "Sokei-an, doświadczyłeś rzeczywistości pozazmysłowej i wciąż w niej przebywasz jakie to uczucie?" Ja zaś odpowiadam: "Bardzo zwyczajne. Wszedłem w ten świat w wieku dwudziestu paru lat i od tamtej chwili w nim pozostaje, tak więc zabardzo nie wiem, czym jest inna rzeczywistość".


W jaki sposób tego dokonałem? Powiem wam prawdę: pewnego dnia wymazałem z umysłu wszystkie pojęcia, porzuciłem wszelkie pragnienia i wyzbyłem się słów, którymi myślałem, po czym trwałem w ciszy. Czułem się trochę dziwnie - tak jakbym był przez coś nieśiony lub jakbym dotykał przedziwnej mocy. Już wcześniej znajdowałem się blisko niej i kilka razy doświadczyłem podobnego stanu, lecz za każdym razem potrząsałem przecząco głową i uciekałem. Wtedy jednak postanowiłem dłużej już nie uciekać i -pstryk - wszedłem w nią. W mgnieniu oka zatraciłem granice mego ciała fizycznego . Rzecz jasna wciąż miałem skórę, lecz jednocześnie moje ciało wypełniło przestrzeń wszechświata. Zrobiłem kilka kroków do przodu, a mimio to ciągle czułem, że tkwię w sercu kosmosu. Mówiłem coś, ale moje słowa straciły znaczenie. Widziałem ludzi idących ku mnie, a wszyscy oni byli jednym i tym samym człowiekiem. Wszyscy oni byli mną! Nigdy wcześniej nie znałem takiego świata. Do tamtej chwili wierzyłem, że zostałem stworzony, jednakże w tamtym momencie musiałem zmienić zdanie: Nie zostałem stworzony. Byłem kosmosem i żaden pojedynczy pan Sasaki nigdy nie istniał.


Błękitne niebo, szmaragdowa woda, różowe kwiaty - wszystko to są jedynie zjawiska, sposoby, na jakie jawi się rzeczywistość sama.


Ci, którzy mieszkają w imponujących domach zewnętrznych, wartych miliony dolarów, za wewnętrzne mieszkanie mogą mieć jedynie obskurną norę.


Budda Śakjamuni powiedział nam, iż wszystko, co istnieje, przechodzi cztery fazy - powstawania, trwania, rozkładu i zniknięcia.


Jeżeli mówicie, że ktoś jest zły albo dobry, popełniacie podobny błąd jak ci, których zdaniem niebo jest zawsze niebieskie. "Dobry" i "Zły" to tylko pojęcia, lecz wy spoglądacie na wszystko przez ich pryzmat i myślicie o wszystkim w ich kontekście. To wyjątkowo naiwny i niewłaściwy sposób myślenia. Ponieważ twoja matka stwierdziła, że coś jest "złe" ty masz takie same zdanie; podobnie jak za dobre uważasz coś, co nazywał "dobrym" twój ojciec. Nie dość, że wogóle się nad tym nie zastanawiacie, to jeszcze uczycie tego swoje dzieci. Wasze mózgi nie zaczną pracować, dopóki nie otrzymają do rozwikłania prawdziwych problemów, gdyż jedynie w takiej sytuacji człowiek jest zmuszony do samodzielnego myślenia i wydawania samodzielnych sądów.


Każdy z nas jest buddą, choć nie można tak po prostu powiedzieć, że jest nim pan Taki-to-a-taki - chodzi tu raczej o "osoby", którymi jesteśmy.


Czysta aktywność umysłu przypomina krystalicznie przejrzystą wodę. Natura wrzuca do niej najróżniejsze śmieci i zanieczyszczenia, które przedostają się przez oczy uszy itd. i trwają tam w wielkim pomieszaniu. Tak więc gdy tylko zaczynamy myśleć, musimy się odwołać do tej "zawartości" - nie umiemy myśleć bez pomocy słów i obrazów.


Powinniśmy nieustannie obserwować naturalne reakcje naszych umysłów na świat zewnętrzny i odpowiednio oceniać swe postępowanie, w przeciwnym razie będziemy zmuszeni żyć niczym złodziej w domu towarowym. Złodziej uważa że widzi wszystko, co dzieje się naokoło, ale tak naprawdę zaślepia go pożądanie.


Nie wyćwiczony umysł do złudzenia przypomina budzik tykający myślami, które przepływają przezeń od rana do nocy. Człowiek z takim umysłem jest tak zajęty swoimi myślami, że nie ma czasu na to, by cokolwiek dostrzec. Nie ma on pojęcia czy dzisiejszy dzień jest deszczowy, czy słoneczny, a wracając do domu, nie zauważa pełni księżyca i nie widzi jej piękna.


Jeśli wiążecie się z kimś, czyj umysł nie zna stanu czystości, cokolwiek byście powiedzieli, znaczenie waszych słów zostanie wypaczone. W taki umysł żadne słowa nie mogą wejść gładko. Cokolwiek powiecie, nieoczyszczony umysł zaraz to przekręci, podczas gdy osoba o czystym umyśle natychmiast przeniknie znaczenie waszych słów. Przebywając w towarzystwie takich osób, unikacie wszelkich kłopotów.


Budda oparł swoją religię na samadhi, a obranym przez niego obiektem medytacji stał się jego własny umysł. Nie medytował nad żadnym obiektem świata zewnętrznego, takim jak myśl, słowo czy pojęcie. Nie zwracając uwagi ani na wnętrze, ani na świat zewnętrzny, medytował nad własnym umysłem, może więc raczej powinniśmy powiedzieć, że jego umysł medytował sam nad sobą, gdyż podczas prawdziwej medytacji buddyjskiej sam umysł jest zarówno medytującym, jak i przedmiotem medytacji.


Pytacie, czy wierzę we własne istnienie? Istniałem już nim w siebie uwierzyłem.

Nawet podczas medytacji buddysta analizuje pracę umysłu, skupiając się na jego sposobie funkcjonowania, a nie na zawartości. Zawartość umysłu to naprzykład sny, słowa i obrazy, których analizą zajmuje się psychologia. Oczywiście psychologowie nazywają je "stanem umysłu tu i teraz", "podświadomością" albo "nieświadomością", w głównej mierze chodzi tu jednak o zawartość umysłu, której buddysta pozbywa się w czasie medytacji nad swoim umysłem. Praktyka buddyjska polega właśnie na unicestwieniu zawartości i medytacji w stanie czystego umysłu. Wy jednak wracacie wieczorem do domów, siadacie i medytujecie w ten sposób: "Pięć lat temu pożyczyłem panu Jonesowi dwadzieścia pięć centów i do tej pory mi nie oddał... Zjadłem dziś niezłą kolację, tylko nie mogę sobie przypomnieć nazwy resteuracji..."Musicie wyeliminować podobne myśli. Próbujecie to zrobić, a kiedy okazuje się to niemożliwe, sądzicie że już nigdy się nie uda. Nie przerywajcie jednak ćwiczeń, a po roku zobaczycie, że wasze umysły są puste - wcale nie ogłupiałe, lecz o wiele jaśniejsze.


Gdy umysł zostaje oczyszczony, to co zewnętrzne przestaje istnieć, a my wkraczamy w królestwo czystego umysłu. Nasze kroki powiodą nas ku świadomości kosmicznej i wejdziemy w nią. Nie bójcie się nie stracicie ciała fizycznego, ale wrócicie tu, spojrzycie na nie i pojmiecie, że nie należy do was. Doświadczenie podobnego stanu dzięki medytacji oznacza przejście pierwszego stopnia uświadomienia w buddyzmie.


Niech myśli przypływają - myślcie o papierosach, muzyce, stekach, i szklance wody. Nie możecie odmówić im wstępu, ale nie wolno ich podsycać - niech przychodzą i odchodzą równie szybko, jak się pojawiły. Umysł musi być niczym zwierciadło, odbijające lecz nigdy nie zatrzymujące tego, co się w nim przegląda.

Podczas medytacji umysł rozciąga się w nieskończoność na wschód, zachód, północ i południe, a jego jądro przenika wszechświat. Umysł ma naturę przeztrzenną, trójwymiarową, lecz podczas medytacji rozciąga się również w czasie, co jest cudownym doświadczeniem. Ciągłość ta nie jest linią prostą, gdyż jednocześnie się rozszerza; można by ją określić jako czwarty wymiar. Mimo że człowiek Wschodu nigdy nie użyłby podobnych sformułowań, mogę stwierdzić, że podczas medytacji doświadczamy czterowymiarowej przestrzeni.


(...)jeśli rozwikłacie pierwszy koan - "Czym byłeś, zanim narodzili się twoi rodzice?" - i dotrzecie do swej pierwotnej natury, nie będzie już wnętrza i zewnętrza, czasu i przestrzeni, ducha i materii. Nie będzie słów, którymi trzeba będzie myśleć; ciszy, którą trzeba utrzymać, ani dźwięków przed których napływem trzeba się bronić. W jednej chwili wasze umysły zatracą wszelkie granice i poznacie ich uniwersalną naturę.


Zauważajcie swoje myśli i obserwujcie, jak napływają i odpływają. Praktykując to dostatecznie długo, zauważycie, że znajdujecie się w stanie dhjany (medytacji). Cwiczenie to przypomina grę na pianinie, w której grający początkowo zwraca uwagę na samą czynność gry, po jakimś czasie jednak czuje się tak, jakby grała jakaś inna osoba, a nie on.


Dzięki praktyce dhjany stopniowo zwiększa się moc samoświadomości. Gdy zaczniecie zauważać przedmioty z waszego codziennego świata, staniecie się świadomi setek, a nawet tysięcy światów! Zobaczycie, że jedna kropelka deszczu kryje w sobie ich miliony! Przed waszymi oczami rozciągnie się cały wszechświat pod postacią tego świata, który przyjdzie do was, pozostanie przez jakiś czas, po czym ulegnie zniszczeniu i odejdzie. Wszechświat objawi się jako Pustka, a potem jako Rzeczywistość. W jednej chwili pojmiecie, że wszystko jest waszą świadomością i jeden rzut oka wystarczy, aby osiągnąć wszelkie zjawiska.


Ciało fizyczne nie jest prawdziwym istnieniem, lecz przejściową formą, która wyłania się z Pustki i w Pustkę się ponownie zanurzy. Zdając sobie z tego sprawę, umierający buddysta spokojnie zamyka oczy i chroni się w Pustce.


Buddyści opisali pięćdziesiąt trzy stany umysłu - na przykład umysł zazdrosny, złośliwy, egoistyczny, drwiący, głupi, okrutny itp. Unoszą unoszą się one zawsze na powierzchni zwierciadła, a my spoglądamy na świat przez ich pryzmat, nic więc dziwnego, że jawi się on nam jako niedoskonały.


Pierwszy stopień obserwacji polega na zatrzymaniu aktywnego umysłu. Z drugiego poziomu postrzegzmy wszystko jako sen, przyglądając się temu ze stanu Pustki. Pozostając na tym poziomie, splatamy ręce na piersi i patrzymy na świat: wszystko przychodzi i odchodzi, wiosenne kwiaty rozkwitają i więdną, jesienne liście żółkną i opadają. "Wszystko to marność",mawiamy - brzmi to niezwykle poetycznie, lecz nie oznacza jeszcze prawdziwej medytacji.
Rzeczywista obserwacja to poziom trzeci. Po co wogóle analizować? Po co mówić o elektronach i protonach? Po co uspokajać umysł i wkraczać w Pustkę? Wszystko to jest niepotrzebne - nie chodzi tu o zjawiska lub o Pustkę. Nie trzeba pozbywać się fal, gdyż tak długo, jak istnieć będzie ocean, istnieć będą i fale. Musimy obserwować obie te sfery jednocześnie i tylko taka droga doprowadzi nas do pierwotnej istoty. Unikając sztucznych analiz i medytacji, widzimy wszystko dokładnie takim, jakie jest i odnajdujemy prawdziwą podstawę naszego życia. Oto prawdziwa obserwacja.


Krótko mówiąc, Pustka Buddy oznacza pustkę mentalną, pusty umysł, gdyż według niego cały wszechświat jest samym Umysłem - poza Umysłem nie istnieje nic innego.
Rzecz jasna jest wiele miejsc leżących poza ludzkim umysłem, ale nie ma takiego miejsca, które znajdowałoby się poza Wielkim Umysłem.

Podczas medytacji przekonacie się o istnieniu centrum, od którego odbijają się wszystkie cienie. Wyobraż sobie że tkwi w tobie kryształowa kula, a w środku tej kuli kryje się wszelka wiedza. Jednak, to co wie, nie może zostać wskazane, gdyż jest ono jednocześnie tym, co wskazuje - tylko to co wie, zdaje sobie z tego sprawę, że wie!


My nie wierzymy w jakiegokolwiek Boga, który byłby gdzieś poza nami, uciekamy się więc do medytacji. Gdy płomienie trawią nasze domy, nie miotamy się bezsilnie, nie wrzeszczymy i nie drapiemy paznokciami ścian, umierając jak zwierzęta. Umieramy, akceptując pożar. Taka jest nasza wiara.


"Cukier jest słodki", a jednak cukier nie jest słodki, gdyż słodycz należy do języka, a nie do cukru. Cała percepcja zmysłowa to wasze własne spostrzeżenia istniejące wewnątrz was;


Jeżeli wydaje się wam, że dotarliście do Boga, Buddy czy jeszcze czegoś innego, nie jest to żaden kres. Tylko jeśli unicestwicie wszystkie słowa co do jednego i nie pozostanie wam nic, o czym można by myśleć, ujrzycie tę bezkresną Pustkę.
Możliwe, że stając nad urwiskiem, poczujecie, jak oblatuje was strach, i zawrócicie. Ale adept zen niczego się nie lęka, adept zen po prostu skoczy w nieskończoność. Musicie w nią wejść jednym skokiem - po prostu uczyńcie to! Nie mówię tu o ruchu ciała, bo ono zostanie tam, gdzie jest, więc nie ma się czego obawiać. Wejdźcie jednym ruchem w tę Prawdę.
Jeżeli polegacie na słowach, nie jesteście dobrymi uczniami. Jeśli w waszych umysłach wciąż krążą jakieś obrazy, nie doszliście jeszcze do kresu. Jeżeli siedzicie na grzbiecie słonia z kwiatem lotosu w dłoni, wiedzcie, że to tylko sen. Jeśli sądzicie, że Bóg siedzi na wielkiej chmurze ze Świętym Piotrem i Maryją Panną u boku, a Jezus Chrystus króluje na wspaniałym tronie, nie doszliście jeszcze do Prawdy - nie oglądacie Boga prawdziwego. Myślicie o tym, ale tego nie dostrzegacie. Tak długo, jak rozmyślamy o czymś, co jest gdzieś tam, wiemy, że nie doszliśmy jeszcze do końca drogi. Gdy nie ma już nic, o czym można by myśleć, sama czynność myślenia sięga kresu, a wy nagle i zdecydowanie rzucacie się w chaos, w nieskończoność. Wtedy to wasze umysły, ciała i dusze znikają. Oto prawdziwy kres.


Oświecenie Buddy Śakjamuniego pod drzewem Bodhi jest przykładem dojścia do kresu, o którym mówiłem. W ten sposób potwierdził on istnienie nirwany, która jest bezkresna i niczym nie ograniczona. Nie ma w niej nikogo, kogo można by nazwać Bogiem, człowiekiem, diabłem czy demonem.


Dzień w dzień każdy z nas spłaca długi przeszłej karmy. Przypuśćmy naprzykład, że o jakiejś kobiecie mówi się bardzo żle i krążą na jej temat ohydne plotki. Gdziekolwiek się uda, wszyscy się z niej śmieją i nikt nie traktuje jej poważnie. W interesach również wszyscy nią pogardzają, nie chcąc mieć z nią nic wspólnego. Co byście zrobili, gdyby przyszło wam się znaleźć w skórze tej kobiety? Czy stanęlibyście na środku ulicy i krzyczeli, że nie jesteście winni temu, co się wam zarzuca? A może ogłosilibyście swą niewinność całemu światu, zamieszczając anons w gazecie? W podobnym wypadku buddysta dochodzi do wniosku, że taka sytuacja jest sposobnością do zadośćuczynienia za coś, co się zrobiło w przeszłości albo za jakąś cechę zakorzenioną w umyśle lub charakterze.


Jeśli ktokolwiek źle o was mówi, pokornie to zaakceptujcie. Nic nie mówcie i niczego nikomu nie wyjaśniajcie, nawet najlepszemu przyjacielowi. Przyjmijcie wszystko ze spokojem. Podobnie, kiedy wydarzy się coś dobrego, wcale nie musicie ogłaszać tego wszem i wobec i chwalić się na wszystkie strony.


Praktykując medytację, w końcu unicestwiłem wszystko, oczym mogłem pomyśleć, przede wszystkim świat zewnętrzny, który jest iluzją - iluzoryczną, nieprawdziwą egzystencją. Następnie pozbyłem się iluzji wewnętrznej, gdyż wnętrze jest niczym więcej jak cieniem świata zewnętrznego. Ani wewnątrz, ani na zewnątrz nie ma niczego, co można by nazwać prawdziwym. Nie tylko poprzez myśl, ale też poprzez świadomość unicestwiłem samego siebie. I co się wtedy stało? Znalazłem swoje nogi! To taki żart. Unicestwiłem cały wszechświat, a w końcu ten, który to uczynił, wciąż siedział tam ze skrzyżowanymi nogami!


Wszystkie liście na drzewie są powykręcane i niesymetryczne, ale każy liść z osobna chciałby być symetryczny, równy z obu stron, pozbawiony dziurek i nieregularności, wolny od nadgryzających go robaków.


Człowiek stworzył sobie ideał i teraz się nim dręczy. Wszyscy jesteśmy niedoskonali, lecz to iż uważamy się przez to za gorszych, to już nasz wymysł.


Po otwarciu oka mądrości wszelkie zróżnicowane formy ludzkie oraz formy natury znikną z pola waszego widzenia, a wy ujrzycie tylko jedną formę i jedną naturę, która jest Pustką. Niekiedy nazywa się ją stanem bez form, bezcelowością lub stanem poza powstaniem lub przemijaniem. TO istnieje od zarania, które nie miało początku, aż po nie kończący się kres. Nikt TEGO nie stworzył i nigdy nie zniszczy. TO nie ma nazwy, kształtu i barwy. TO jest pierwotnym stanem istnienia. Okiem fizycznym i okiem dewy nie dostrzegamy rzeczywistego stanu rzeczy, lecz okiem mądrości możemy TO oglądać. Ktoś, kto patrzy okiem mądrości, jest istotą oświeconą. Wszyscy uczniowie Buddy powinni otworzyć swoje oko mądrości.

http://www.buddyzm.terramail.pl/html/okozen.htm


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Budda z Leshan

piątek, 30 marca 2007 13:33

 

Chiny - Wielki Budda z Leshan
Wielki Budda z Leshan w prowincji Syczuan jest obecnie największym na świecie wyrzeźbionym w kamieniu posągiem Buddy. Powstał w 803 roku, ma 71 metrów wysokości i 3 metry szerokości. W 1996 roku został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

 
AP Photo/Eugene Hoshiko

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

bodhisattwa

niedziela, 18 marca 2007 18:58

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zen Soto

niedziela, 18 marca 2007 18:54

HISTORIA SOTO ZEN

Chiny — Okres od VI do XIII wieku ery zachodniej

Pięć pierwszych pokoleń mistrzów zen

Pierwszy Patriarcha — Bodhidharma.

 

Historię Soto Zen i wszystkich innych linii zen w Chinach otwiera Dwudziesty Ósmy Patriarcha Zen z Indii — Wielki Mistrz Bodhidharma, nazywany po japońsku Bodaidaruma Daishi lub w skrócie Daruma Daishi. Nazywa się go również Pierwszym Patriarchą Chin. Daruma Daishi przybył najpierw do południowych Chin drogą morską. Jego mistrz Arya Prajniatara powiedział mu, by sześćdziesiąt lat po śmierci Arya Prajniatary udał się do Chin i przeniósł tam prawdziwą Dharmę. Należy zauważyć, iż w Indiach nie używano nazwy zen — dhyana, w stosunku do linii przekazu Dharmy, jako odrębnej szkoły, a używano jedynie nazwy Prawdziwa Dharma. Zgodnie z wolą swojego mistrza Bodhidharma udał się w długą podróż do Chin w bardzo zaawansowanym wieku. Po spotkaniu cesarza Butei z dynastii Ro, udał się dalej na północ i osiadł w pobliżu klasztoru Shaolin — jap. Shorinji, gdzie medytował w małej jaskini przez dziewięć lat. Zachowało się fotograficzne odbicie medytującego Bodhidharmy na ścianie tej jaskini i jest ono wyraźne nawet dzisiaj. Bodhidharma miał czterech uczniów, którym dał przekaz Dharmy. Bodhidharma udzielał licznych nauk i do dzisiaj znane są następujące teksty: Wgląd w cztery praktyki wejścia na ścieżkę Mahajany Traktat o Linii Krwi Traktat o zrozumieniu Natury (lub: Traktat o oświeceniu Prawdziwej Natury) Traktat o przełamaniu (lub: Traktat o przebudzeniu się)

Drugi Patriarcha. Wśród następców Wielkiego Mistrza Bodhidharmy była jedna mniszka, ale głównym uczniem był Taiso Eka Daishi, którego uważa się za Drugiego Patriarchę w Chinach. Następcą Taiso Eka Daishi był Kanchi Sosan Zenji następcą Kanchi Sosan Zenji był Daii Doshin Zenji, następcą Daii Doshin Zenji był Daiman Konin Zenji. Te pierwsze cztery pokolenia patriarchów dały dopiero fundament do dalszego rozwoju zen w Chinach. Nauki Drugiego Patriarchy zachowały się w różnych 15 najstarszych kolekcjach zapisków nauk zen.  

Trzeci Patriarcha Kanchi Sosan Zenji (?—606) miał tylko jednego następcę, choć teksty z tamtego okresu wymieniają też innych uczniów. Trzeci Patriarcha był autorem słynnego tekstu Shinjinmei — Strofy Wiary w Umysł.

Czwarty Patriarcha Daii Doshin (580—651) założył pierwszy klasztor zen na górze Obaizan i miał około 500 uczniów. Ze znanych następców Doshin Zenji oprócz Piątego Patriarchy Daiman Konin Zenji, należy wymienić Gozu Hoyu Zenji (594—657), który był założycielem szkoły Gozu Zen. Ta szkoła przetrwała do około IX wieku ery zachodniej i była jedną z wczesnych szkół zen, zanim pojawiło się pięć późniejszych linii. Z pewnością miała duży wpływ na rozwój zen w Chinach w początkowym okresie i pojawiło się w niej wielu nauczycieli, którzy napisali różne teksty nauk Dharmy i komentarze. Nauki Czwartego Patriarchy przetrwały w licznych zbiorach o wczesnych mistrzach zen. Następujące teksty zawierają wyłącznie nauki Patriarchy: Reguły przekazu Wskazań Bodhisattwy Sekret Upaya — sposobów, Bramy Dharmy wejścia na ścieżkę spokoju Umysłu Ten ostatni tekst wymienia min. pięć sekretów postrzegania umysłu w zen.

Piąty Patriarcha Daiman Konin (601—674) miał około siedmiuset uczniów i co najmniej dziesięciu następców Dharmy, ale za głównego ucznia uważamy dzisiaj Daikan Eno Zenji. Nauki Daiman Konin Zenji znaleźć można w licznych klasycznych annałach o wczesnych mistrzach. Jego autorstwa jest tekst, który w oryginale ma długi tytuł, który tu podajemy w skrócie: ·        Traktat o sekretach oświecenia i wyzwolenia, i esencji praktyki umysłu.

Szósty Patriarcha — Daikan Eno Zenji

Szóstym Patriarchą był uczeń Daiman Konin Zenji — Daikan Eno Zenji, który sam miał ponad czterdziestu następców Dharmy. Szósty Patriarcha dzisiaj jest najbardziej znaną postacią tamtego okresu. Do najsłynniejszych nauk należy tak zwana Sutra Podwyższenia, lub Sutra Szóstego Patriarchy. Ten tekst doczekał się licznych wydań w języku angielskim i co najmniej dwóch polskich wydań.

Wyodrębnienie się linii Soto Zen w Chinach

Po Szóstym Patriarsze linia przekazu patriarchów zen rozdziela się na dwa wielkie nurty, które dały początek wszystkim pięciu szkołom zen. Spośród następców Daikan Eno Zenji największy wpływ wywarło dwóch mnichów. Nangaku Ejo Zenji stał się mistrzem, od którego swoje pochodzenie biorą szkoły Rinzai i Igyo oraz Seigen Gyoshi Zenji, od którego wywodzą się szkoły Soto, Unmon i Hogen. Do dzisiaj przetrwały tylko dwie z wymienionych szkół, tj. Rinzai i Soto. Następcą Seigen Gyoshi Zenji był Sekito Kisen Zenji. Następnym w linii przekazu jest Yakusan Igen Zenji a po nim Ungan Donjo Zenji. W piątym pokoleniu po Szóstym Patriarsze w linii Seigen Gyoshi Zenji pojawił się wielki mistrz zen — Tozan Ryokai Zenji. Ten mistrz uważany jest za ojca całej linii Soto Zen. Nazwa Soto pochodzi Od pierwszego znaku TO z imienia Tozan. SO jest wzięte z nazwy miejsca SOKEI, gdzie nauczał Szósty Patriarcha. Tak więc od Tozana Zenji liczy się moment powstania szkoły Soto.

Okres od IX do XII wieku

Przez następnych czterysta lat linia przekazu Soto rozwinęła się w całych Chinach kształcą wielu wybitnych nauczycieli. Niektórzy osiągnęli wielki wpływ na rozwój buddyzmu w Chinach. Ich nauki zostały dokładnie spisane przez uczniów i przetrwały do dzisiaj w postaci zbiorów powiedzeń, nauk, wyjaśnień i instrukcji. W wieku XII pojawił się nowy gatunek literatury zen, nauki spisywane przez samych mistrzów nie przez ich uczniów. Były to zbiory koanów. W tradycji Soto najsłynniejszym zbiorem powstałym w tym okresie jest Shoyoroku, na które składa się 100 koanów. Zostały one zebrane przez wielkiego nauczyciela Wanshi Shogaku Zenji (1091—1153) i opatrzone komentarzem przez Bansho Gyoshu Zenji (1166—1246). Każdy koan zaczyna się 1) wstępem Gyoshu Zenji. Następnie jest 2) koan — przypadek, wzięty z różnych starych zapisków zen, a umieszczony w zbiorze Wanshi Shogaku Zenji, którego bohaterem jest historyczny, oświecony mistrz zen. 3) Komentarz do każdego przypadku jest autorstwa Gyoshu Zenji. Kolejny jest 4) wiersz napisany przez Wanshi Shogaku Zenji i 5) komentarz do wiersza napisany przez Gyoshu. 6) Dodatkowe komentarze do koanu i 7) dodatkowe komentarze do wiersza w postaci krótkich zdań są autorstwa Gyoshu Zenji. Tak więc same koany zebrał Wanshi Zenji i napisał do nich wiersze, a Gyoshu Zenji opatrzył wszystko komentarzami. Shoyoroku jest dzisiaj szeroko studiowane we wszystkich Sodo — klasztorach Soto Zen w Japonii. Mnisi odbywający kilkuletnią praktykę w klasztorze otrzymują nauki do Shoyoroku przez okres około dwóch lat. W okresie, poprzedzającym Bansho Gyoshu Zenji w Chinach nauczał również Tendo Nyojo Zenji. Dla japońskiej linii Soto Zen, jest to ostatni chiński mistrz zen. To właśnie od tego nauczyciela Dharmę otrzymał wielki patriarcha Soto Zen w Japonii — Dogen Kigen Zenji, nazywany również Eihei Dogen Zenji. W okresie późniejszym linia Soto była kontynuowana w Chinach i jest obecna do dziś. Co ciekawe zachowała się również linia wielkiego Wanshi Shogaku Zenji. Jednakże odwrotnie niż ma to miejsce w Japonii linia Soto jest zdecydowanie liczebnie mniejsza w Chinach w porównaniu z linią Rinzai, która jest najbardziej popularna. W wieku XVII i XVII ery zachodniej pojawiło się jeszcze kilku wybitnych nauczycieli Soto w Chinach. Zgodnie z oświadczeniem jednego z mnichów chińskich, który otrzymał przekaz Dharmy w latach 90-tych XX wieku w klasztorze Tendozan, dzisiaj praktyka medytacji w chińskiej tradycji Soto Zen jest nastawiona głównie na właściwe zrozumienie koanów. Tym samym Soto Zen w Japonii odróżnia się sowim naciskiem na praktykę shikan taza, która zanikła w Chinach. Poza tym mnisi mają wiele innych praktyk związanych z tradycją klasztorną, ale te wydają się być takie same we wszystkich liniach nauczania. Wydaje się, iż Tendozan ma głęboki związek z Soto. Zarówno Wanshi Shogaku Zenji jak i Tendo Nyojo Zenji oraz Dogen Zenji wszyscy byli w Tendozan, nawet nasz informator, który jest również spadkobiercą linii Soto praktykował w tym klasztorze. Ale zgodnie z jego oświadczeniem jak i stwierdzeniem innych chińskich mnichów, w Chinach klasztory nigdy nie były podzielone na poszczególne linie w obrębie szkoły zen. Dlatego dzisiaj w Tendozan są zarówno nauczyciele linii Soto jak i Rinzai. Dotyczy to również pozostałych klasztorów zen w Chinach.  

http://sanboin.mahajana.net/index.php


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Grazyna Perl - Bon Yo

piątek, 09 marca 2007 12:53

Pytania i odpowiedzi
Letnie Kyol Che 2001
Grażyna Perl Ji Do Poep Sa Nim

Czy jest wśród was wyznawca muzułmanizmu? Czy jest wśród was wyznawca judaizmu? Czy jest wśród was jakiś katolik, chrześcijanin? Czy jest wśród was buddysta? Czy jest wśród was uczeń zen? Tak mało?! Podejrzewacie jakiś trik, co?
Teraz mam propozycję: weźcie ten muzułmanizm, judaizm, katolicyzm, chrześcijaństwo, buddyzm, zen i wyrzućcie przez okno! Wyobraźcie sobie: bierzecie to wszystko i fru! Na kompost! Już? A teraz, co zostało?

Kompost.

To tam za oknem, co zostaje tu? Mowa Dharmy? Ludzie? Jeszcze jakieś pomysły?

Pustka.

Pustka nie mówi!

Powietrze.

Powietrze też nie mówi.

[ uderzenie w podłogę ]

Tylko to?

Twoja szata jest szara.

Dziękuję bardzo. Właśnie o to mi chodziło.
Tak chętnie obudowujemy nasze życie różnymi rzeczami: edukacją, pieniędzmi, religią, filozofią, praktyką, zen, tao, czymkolwiek. Wtedy nie zostaje w nas nic - jesteśmy przygnieceni, całkowicie zagubieni. Z jednej strony budujemy to wszystko, żeby móc się czegoś trzymać - tymczasem z drugiej to TO trzyma nas. Stajemy się więźniami. Ktoś zapytał mnie, jak buddyzm czy zen ma się do religii? Polska jest przecież krajem katolickim. Wtedy powiedziałam tej osobie: "Wierzysz w Boga?", "Oczywiście!", "A więc powiedz mi, co to jest Bóg?" Nie potrafił odpowiedzieć. Pomogłam mu: "Mówi się w religii, że Pan Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo. A więc, jeśli w to wierzysz, powiedz: Gdzie jest Bóg?" Jeśli zdajesz sobie sprawę, że to jest tylko sen - wtedy masz szansę się obudzić. Nawet jeśli to jest taki fajny sen jak Kyol Che. Taki sen, który może uśpić naszą czujność. Mamy wrażenie, że wszystko jest dobrze - robimy tę właściwą rzecz. Tę najlepszą rzecz na świecie - siedzimy Kyol Che. Ci inni paskudni ludzie piją, jedzą, uprawiają seks, liczą pieniądze, a ja siedzę Kyol Che - a więc jestem w porządku. To bardzo niebezpieczne myślenie, bardzo niebezpieczny sen. Ten sen z pieniędzmi i całą resztą nie jest aż tak niebezpieczny, bo łatwo się z niego obudzić. Ale ten sen o praktyce, o oświeceniu, o specjalnych energiach, o byciu Bodhisattwą - to jest dopiero demoniczny sen. Ten sen się do nas przykleja, a nawet gorzej - dużo trudniej jest zmyć to z siebie. Z jednej strony nasza praktyka to cudowna rzecz, to coś nieocenionego. Ale takie jest życie, gdy cały czas utrzymujemy tę uważność, nie wpadamy w tę pułapkę umysłu - "jestem osobą duchową, a więc jestem lepszy". Jednak, nawet jeśli ludzie spoza sanghi nie bardzo wiedzą o co chodzi, my puszymy się między sobą. Jest taki kącik w naszym umyśle, który zawsze potrzebuje jakiejś kariery, nawet tej wewnętrznej. Pojawiają się pieniądze umysłu. Jednym z rodzajów takich "zenowskich pieniędzy", "pieniędzy praktyki" są kongany. Pamiętam z czasów, kiedy jeszcze tu praktykowałam rozmowy w palarniach: "Ile bram przeszedłeś? Bo ja pięć! A ty?" - targowisko. Pamiętajcie, że to wszystko jest tylko snem. Wszystko! Tamte pieniądze i te zenowskie pieniądze. Siedzenie na plaży i siedzenie na poduszce nie różnią się niczym.

Chciałbym zapytać PSN o ego. Często sam zauważam, że zaczynam czuć taką gwałtowną nienawiść do czegoś, co określam jako ego. Czy to jest właściwa perspektywa? Mówisz, że powinniśmy kochać siebie. Jak jest z tym ego? Czy powinniśmy je nienawidzić, czy powinniśmy kochać? Jeżeli mocno praktykujemy pojawia się nienawiść do samego siebie, ciężko jest utrzymać ten kochający się umysł.

Powinieneś przestać praktykować! Coś jest źle z twoją praktyką, jeśli pojawia się nienawiść. Albo - praktykować mocniej. Ile robisz pokłonów?

Staram się tysiąc.

Popraw swoją praktykę, zrób ją mocniejszą. Nie rób tysiąc, rób trzy pokłony. Rozumiesz? Znowu ten sam problem. Nie "ile", ale "jak" i "dlaczego". To, o czym mówił wcześniej Krzysztof, to ego. Co to jest ego? Ego to jest "ja". Jeśli będziemy nienawidzić to "ja", dokąd zajdziemy? Dokąd już zaszliśmy? Spójrzmy na świat dookoła, co się w nim dzieje. W naszej praktyce bardzo dużo mówimy o wierze w siebie. Zrozum "ja", zaakceptuj "ja", pokochaj "ja". Następnie jesteś w stanie zrozumieć "ty" czy "oni", zaakceptować "oni", pokochać "oni". Nie można nienawidzić. Nie trzeba się w tym również kochać. I to jest zgubą, i to jest zgubą; i to jest pułapka, i to jest pułapka; i to jest droga do piekła, i to jest droga do piekła. Nie walcz o pokój - czyń pokój. Między innymi ze swoim "ja".

Siedząc tutaj możemy mieć poczucie straconego czasu, tyle jest przecież potrzeb na świecie.

Bardzo dobre pytanie! To pytanie stawia sobie wielu ludzi, ja sama też się z nim zderzyłam w czasie swojej praktyki. Pierwsza rzecz: codziennie rano mówimy "Czujące istoty są niezliczone, ślubujemy je wszystkie wyzwolić" I kto stoi pierwszy w tej kolejce? W mojej kolejce stoję ja. W twojej - ty. W każdej linii pierwszy jesteś ty. Najpierw musisz pomóc sobie. Nie pomożesz sobie - nie pomożesz nikomu.
W czasie Kyol Che w Korei Dae Soen Sa Nim dał mowę Dharmy. Opowiadał o tym, jak świat się zmienia. Nadchodzi czas, że pojawi się bardzo wiele chorób, bardzo dużo klęsk i nieszczęść, dużo ludzi umrze. Zresztą to już się dzieje - zauważyliście na pewno. Wy siedzicie Kyol Che, więc może nie słyszeliście o tym, że w tym roku latem, we Francji z powodu upału umarło 14 000 ludzi. 11 500 w ciągu dwóch tygodni. Kiedy Dae Soen Sa Nim dawał tę mowę Dharmy, ja zadałam pytanie: "Jak można pomóc?" Wtedy on spojrzał na mnie: "Pomóc?! Pomóż sobie!" Bardzo mocne. Pomóż sobie! Nie ma czegoś takiego jak stracone Kyol Che. Tutaj niektórzy z was mówili: "Tyle już siedzę - dwa miesiące, miesiąc - i nic. Niedługo Kyol Che się skończy i nic się nie pojawiło. Ale czy aby na pewno nic się nie pojawiło? A poza tym, co chcecie, żeby się pojawiło? Czy tak naprawdę wiecie czego chcecie? Oświecenie? Co to jest oświecenie? Ktoś może mi odpowiedzieć? Zrozumienie? Zrozumienie czego? To bardzo ważny punkt - czego chcesz? Jest takie powiedzenie: uważaj czego chcesz, bo możesz to dostać. I wtedy co z tym zrobisz? Mariusz powiedział coś takiego: "nie wystarczy tylko siedzieć", a ja powiem: Właśnie to jest to: tylko siedzieć. Nie kombinować, tylko siedzieć. To jest wystarczające. Wracając do twojego pytanie: są dwa rodzaje bodhisattwów, dwa rodzaje praktyki i dwa rodzaje medycyny. Medycyna, która zajmuje się leczeniem skutków choroby: w tym momencie nakarmić, pomagać biednym. Przykładem była Matka Teresa - żywy bodhisattwa. Ale jeśli tylko to będzie robione, choroba nie zostanie wyleczona. To jak przyklejanie plasterka na raka. A więc trzeba zapytać: gdzie jest powód tej choroby? Potrzebna jest medycyna leczenia korzeni, przyczyny. A gdzie są korzenie? Zgadnij! Umysł. Jakikolwiek problem pojawi się na tym świecie, także ten naprawdę wielki, jeśli się mu przyjrzysz, zaczniesz iść do tyłu i sprawdzać, gdzie to się zaczęło, skąd się to wzięło - zawsze skończysz w umyśle. A więc siedzieć, gapić się w podłogę pytaniem - czym jestem? Nie wiem. To jest leczenie umysłu. Leczenie zaczyna się od siebie, następnie pomaga innym robić to samo i wtedy staje się możliwe, że za 10 000 kalp umysł człowieka się zmieni. Cierpliwość jest również bardzo ważna. Wracając jeszcze do twojego pytania: użyj obu sposobów. Jest taki piękny wiersz taoistyczny, który mówi: jest czas, żeby być powolnym, jest czas, żeby być szybkim; jest czas, żeby być z przodu, jest czas, żeby być z tyłu; jest czas, żeby być wesołym, jest czas, żeby być smutnym; jest czas, żeby siedzieć, jest czas, żeby działać; jest czas na wschodnią medycynę, jest czas na zachodnią medycynę. Upraszczając: wschodnia medycyna zajmuje się przyczyną, zachodnia - skutkami. Obie są bardzo ważne. Należy zadbać o przyczynę, ale antybiotyki też są ważne. Inaczej połowy z nas już by nie było na tym siedzeniu.

http://www.zen.pl/kwanum/dharma.html 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kōshō Uchiyama

piątek, 23 lutego 2007 19:29

Nauki Zen „Bezdomnego” Kōdō

Kōshō Uchiyama

tłumaczenie: Michał Fostowicz-Zahorski:
Słowa dharmy Sawaki-roshiego spisane i opatrzone komentarzem przez jego ucznia Uchiyamę-roshiego

Okowy nie są konieczne

Sawaki-roshi: Ludzie nazywają mnie „Bezdomnym” Kōdō, ale nie uważam, żeby to było obraźliwe. Nazywają mnie tak, ponieważ nigdy nie miałem świątyni ani domu. Każdy jest bezdomny. Jest błędem myśleć, że masz w tym świecie jakiś wyznaczony dom.

Uchiyama-roshi: Jako jego uczeń nie zawsze dobrze się czułem słysząc, że Sawaki-roshi nazywany jest „Bezdomnym” Kōdō. Określenie to kojarzyło mi się z bezdomnymi psami i kotami. Ale teraz rozumiem, że to przezwisko naprawdę jest imieniem prawdziwej osoby. W rzeczywistości każdy jest bezdomny.

Ponieważ mój nauczyciel był osobą bezdomną, uznałem, że również ja sam powinienem pozostawać w podobnym stanie. Jedynym sposobem, by się utrzymać było stać się żebrakiem obszczekiwanym przez psy cały okrągły dzień. Pamiętam, jak pewnego razu, jakiś szpic szczekał i warczał wściekle, jakby chciał rozedrzeć mnie na strzępy. Wtem obroża pękła, a on, zamiast rzucić się na mnie, zaczął skomleć i łasić się. Pies na łańcuchu, odstraszający szczekaniem i warczeniem, przestaje być agresywny po uwolnieniu. To zachowanie szpica było wówczas dla mnie zdumiewające, ponieważ przypominało mi zachowanie niektórych ludzi. Zachowują się groźnie, kiedy są spętani władzą finansową, organizacyjną czy tytułami. Kiedy łańcuchy zostają usunięte, wycofują się, czując swoją małość i bezsilność. Jakże są absurdalni. Każdy z nas jest istotą żyjącą samotnie i z godnością. Nie ma potrzeby, by istoty ludzkie żyły w okowach.

Sawaki-roshi: Religia, która nie ma związku z podstawą istnienia jest całkowicie jałowa. Praktyka buddyjska pokazuje drogę do pełnego urzeczywistnienia życia ludzkiego tutaj i teraz. „Nawrócenie nie buddystów” oznacza stworzenie ludziom możliwości przekształcenia ich przypadkowych, zwodniczych i niekompletnych sposobów bytowania.

Uchiyama-roshi: Od czasu, kiedy buddyzm został zaszczepiony w Japonii upłynęło ponad 1400 lat. Osiągnięcia buddyjskich kapłanów w tym kraju były godne podziwu. Ale nigdy nie nauczali oni duchowej esencji buddyzmu. Praca kapłana jest nieporównywalna; nikt inny nie potrafi żyć tak próżniaczym życiem. Jeśli uczynisz błąd śpiewając sutry, umarli się nie skarżą.

Sawaki-roshi powiedział, że praktyka buddyjska ukazuje drogę do ostatecznego celu ludzkiego życia. Takie było nauczanie za czasów Buddy, lecz później za skarb zostały uznane śmiecie, a istotne nauki zostały zagubione.

Sawaki-roshi: Urodzić się jako istota ludzka jest czymś wyjątkowym i powinno to być powodem naszej niezmiernej wdzięczności. Ale samo życie ludzkie jest bez wartości, jeśli spędzisz je na przykład w szpitalu psychiatrycznym. Jest bezwartościowe, jeśli martwisz się, że nie posiadasz pieniędzy. Jest bezwartościowe, jeśli staniesz się neurotykiem, nie mogąc zająć prestiżowego stanowiska. Jest bezwartościowe, jeśli wpadłeś w rozpacz, ponieważ straciłeś swoją dziewczynę.

Wydajność

Sawaki-roshi: Są studenci, którzy oszukują na uniwersyteckich kursach przygotowawczych. Z tego powodu muszą również oszukiwać na egzaminach wstępnych. Tak przejawia się skrzywiona i pokrętna kondycja, której nie można nazwać inaczej jak głupotą. Wiele rzeczy na tym świecie funkcjonuje podobnie.

Uchiyama-roshi: Wszyscy ludzie są krótkowzroczni w taki czy inny sposób. Niektórzy ludzie zaciągają długi, żeby kupić luksusowy samochód będący symbolem bogactwa. Aby pomóc skorumpowanemu szefowi osiągnąć wysoką pozycję, wierny lokaj przyjmie na siebie każde oskarżenie, nawet jeśli oznacza to pójście do więzienia. Nasze działania bywają sprzeczne, jakbyśmy nie mogli obrać właściwego kierunku. Współczesne społeczności ludzkie usiłują zwiększyć efektywność w każdej dziedzinie życia. Lecz dokąd naprawdę zmierzają? Jeśli kierunek nie jest odpowiedni, to bez względu na efektywność, nie ma różnicy pomiędzy nimi a owadami, które brzęczą wraz z nadejściem wiosny.

Nauka i technologia uczyniły wielki postęp. Nie zawsze oznacza to ulepszenie ludzkiej natury. Powinniśmy wyraźnie widzieć odmienność tych dwóch perspektyw i głęboko się zastanowić, czym jest dla człowieka prawdziwy postęp.

Sawaki-roshi: Świat stał się mały z powodu udoskonalenia środków transportu. Co ludzie czynią pędząc przed siebie swymi szybkimi samochodami? Jeżdżą prędko, by zaoszczędzić swój i tak bezwartościowy czas.

Wielkość Sawaki-roshiego

Sawaki-roshi: Ktoś powiedział: „Sawaki-roshi zmarnował całe swoje życie na praktyce zazen

Uchiyama-roshi: Była to samoocena zamieszczona w serii zatytułowanej, „Nie malowana twarz”, publikowanej w dzienniku „Asahi Journal” w ostatnim roku jego życia (1965). Gdy zmarł, liczni jego zwolennicy przybywali do Antaiji ofiarować kadzidło za odpoczynek duszy mistrza. Większość z nich jednak nie pamięta go jako osoby, „która zmarnowała całe życie na praktyce zazen”. Pewien człowiek powiedział: „Sawaki-roshi zrugał generała Ugaki”. Inny wspomniał: „Kiedy starł się ze starym panem Matsugą, uczynił tak a tak”. Jeszcze inny rzekł: „Kiedy spytałem go o wydarzenia związane z Kanałem Sueskim, jego odpowiedź wywarła na mnie duże wrażenie, chociaż nie uchwyciłem całkowicie jej sensu — roshi powiedział: 'Powinieneś zakryć kanał swoją kesa (suknią mnisią)' ”.

Na wojnie rosyjsko-japońskiej (1904–1905) był odważnym i wysoko odznaczonym żołnierzem. Mówił zawsze: „Brawurą nie ustępowałem nikomu”, i dodawał: „Ale jest to tylko wielkość typu Mori no Ishimatsu” (słynny ze swej odwagi szuler).

Sawaki-roshi dominował, był obdarzony żywą i inspirującą osobowością, która przyciągała innych jak magnes. To była jego karma, tak naturalna jak naturalne jest dla kota łapanie myszy, a dla piżmowca wydzielanie swoistego zapachu. Ale to wszystko nie stanowiło o jego wielkości jako buddysty.

Wcześniej czy później zbiór anegdot dotyczących jego życia zostanie opublikowany. Może to jedynie zabawić ludzi, lecz nie nauczy ich wcale buddyzmu. Czasami, chwaląc kogoś, możemy nie trafić w sedno. W tym wypadku nie ma związku pomiędzy jego „zmarnowaniem całego życia na zazen” a wrodzoną wielkością charakteru.

Powrót do siebie

Sawaki-roshi: Nie możesz wymienić z nikim swoich gazów, nieprawdaż? Każdy sam musi żyć swoim życiem. Kto wygląda dobrze? Kto jest zręczny? Ty czy ja? Nie ma potrzeby porównywać.

Uchiyama-roshi: Sawaki-roshi poświęcił całe swoje życie zazen. Jak to opisuje? We wczesnym okresie nauczania często powiadał: „Poprzez zazen czynisz siebie sobą”, albo „Praktykowanie zazen to stawanie się bliskim samemu sobie”. Praktykować zazen to odrzucić wszystko i tylko siedzieć, czyniąc „siebie sobą”.

Wkrótce odbędą się w szkołach końcowe i wstępne egzaminy. Niektórzy studenci będą zapewne usiłowali się zabić z powodu słabych wyników na egzaminach. Współczesny system edukacyjny uczy tylko rywalizacji. Nie uczy jak powrócić do rdzenia własnej istoty. Oto dlaczego takie tragedie się zdarzają.

Czy zwyciężasz innych, czy zostajesz pokonany, zawsze żyjesz własnym życiem, i nie przestajesz być tym, czym jesteś.

Nigdy nie stajesz się kimś innym. Więc bez przywiązywania wagi do sukcesów i porażek, powróć do siebie samego. Zazen jest praktyką, w której „oddalasz wszystkie skojarzenia i odkładasz na obok wszystkie okoliczności” (Dogen Zenji, „Fukan Zazengi”). W Sutta Nipata Budda powiedział: „Uczyń siebie swoim własnym schronieniem, przemierzaj świat nie będąc przywiązanym do niczego”. Dogen napisał w Genjokoan: „Studiowanie buddyzmu to studiowanie siebie”. Bez angażowania się w różne sposoby konfrontacji z innymi, skieruj się ku swemu prawdziwemu ja. Zgodnie z naukami Buddy jest to najwłaściwsza droga uspokojenia umysłu. Jest to najczystsze zazen”.

Sawaki-roshi: Siedź wytrwale w miejscu poza jakimikolwiek pytaniami, bez względu na to, czy wydajesz się sobie wspaniały czy tez nie.

Okoliczności

Sawaki-roshi: Często młodzi gangsterzy i chuligani powiadają: „Miałem takie trudne życie”. Jest to wymówka, kiedy popełniają zbrodnie i zostaną aresztowani. Jaki rodzaj okoliczności jest dobry, a jaki zły? Czy dobrze jest urodzić się biednym? Czy jest źle urodzić się bogatym? Jaka szkoda, że nie jesteś świadomy swojej prawdziwej jaźni, mimo że urodziłeś się jako ludzka istota. Jest to naprawdę niepomyślna okoliczność!

Uchiyama-roshi: Kiedy Sawaki-roshi miał pięć lat, jego matka zmarła. Kiedy miał osiem lat, zmarł ojciec. Wtedy został zaadoptowany przez Buukichi Sawaki. Buukichi używał szyldu wytwórcy papierowych latarni, ale w rzeczywistości był zawodowym szulerem. Wkrótce po tym, jak Sawaki-roshi zamieszkał u swoich nowych rodziców, jego zadaniem stało się wypatrywanie policji. Był to dla niego szok. Jego dom stał na bocznej ulicy w dzielnicy czerwonych latarni.

Kiedy powrócił z wojny rosyjsko-japońskiej ciężko ranny, stwierdził, że jego macocha, która była prostytutką, zwariowała: była związana i umazana własnymi odchodami; a ponieważ ojczym opuścił dom dla swego procederu, Saikichi (świeckie imię roshiego) zamieszkał u sąsiada. Później ojczym powrócił i rzekł: „Twoja matka zwariowała, jestem załamany, co ja teraz pocznę? Daj mi jakieś pieniądze!”.

Chociaż wyrósł w takim otoczeniu, Sawaki-roshi żył jedynie potrzebą urzeczywistnienia Dharmy Buddy. Jego wypowiedź cytowana powyżej wyraża współczucie dla młodych ludzi, żyjących dzisiaj. Jednocześnie ma ona niezmierną wartość, jako ostrzeżenie dla większości z nas, którzy czują się ograniczeni okolicznościami naszego życia.

Tworzenie sutr

Sawaki-roshi: Osoba, która opuszcza dom, musi tworzyć własne życie.

Uchiyama-roshi: Było to jego ulubione powiedzenie. Jego „bezdomne” życie było twórcze. Nauczał dharmy w sposób głęboki i odkrywczy, używając potocznego języka, zamiast posługiwać się technicznymi buddyjskimi terminami. Stanowiło to o jego własnym unikalnym stylu. Ale jeśli jako jego uczeń, będę tylko naśladował jego postępowanie i powtarzał jego słowa, nie stanę się jego następcą. Żeby być jego prawdziwym uczniem muszę wyjść poza niego, stworzyć własną drogę życia i wyrazić buddyzm własnymi słowami i czynami. Dlatego nie mogę być usatysfakcjonowany jedynie powtarzaniem i tłumaczeniem jego notatek. Często powtarzał: „Wszystkie buddyjskie pisma są jedynie przypisami do zazen”. Chciałbym kontynuować praktykę jeszcze bardziej intensywnie, niż to czyniłem przed jego śmiercią. Chciałbym również opisać znaczenie zazen w języku zrozumiałym dla współczesnych mężczyzn i kobiet.

Buddyzm przeżywa zastój, ponieważ mnisi i uczeni jedynie wykładają buddyjskie pisma. Nie napisano sutr naszych czasów. Przez kilka wieków, w czasach Chrystusa, obszerne pisma buddyzmu mahajany tworzone były przez „ludzi zazen”. Oni przyczynili się do powstania żywej buddyjskiej nauki. Chciałbym, żeby nastąpiła nowa epoka tworzenia mahajanistycznych tekstów. Religia zanika i traci żywotność w czczym eksponowaniu i podtrzymywaniu wcześniej ustanowionego religijnego porządku. Tylko kiedy wszyscy — i każdy z osobna — poszukujemy własnej realności dla samych siebie i odpowiedzialnie kształtujemy własne życie, wówczas dopiero religia może stać się źródłem przeobrażenia w tym wieku.

Grupowy paraliż

Sawaki-roshi: Pojedyncza osoba nie musi być specjalnie zła. Kiedy jednak tworzy się grupa, pojawia się rodzaj paraliżu i ludzie bywają tak zdezorientowani, że nie są w stanie osądzić, co jest dobre, a co złe. Specjalnie nawet zawiązują jakieś grupy, żeby doznać takiego paraliżu, nawet płacą frycowe. Często ludzie dają ogłoszenia, aby zgromadzić pewną liczbę osób razem, dla jakiegoś politycznego czy religijnego celu, albo tylko dla wytworzenia zbiorowej hipnozy. Praktykujący buddyzm utrzymują dystans w stosunku do społeczeństwa, nie uciekają od niego, ale też nie ulegają zbiorowym fascynacjom.

Uchiyama-roshi: W buddyzmie problem złudzeń jest często przypominany. Sposób traktowania poszczególnych iluzji odróżnia epoki historyczne. W starożytnych Indiach uczono, że najbardziej zwodniczy jest seks, dlatego praktykujący buddyzm starali się za wszelką cenę stłumić swoje erotyczne pragnienia.

Dogen Zenji powiedział: „Przywiązanie do sławy jest gorsze niż złamanie przykazań” i wskazywał na pościg za sławą i bogactwem jako najgorszą ze wszystkich iluzji, ponieważ za jego dni wielu buddyjskich kapłanów konkurowało ze sobą w zdobywaniu zaszczytów i bogactwa.

Praktykujący muszą być świadomi zwodniczości seksualnych pragnień i również pogoni za sławą i bogactwem. Ale poprzez ukucie zwrotu „grupowy paraliż” Sawaki-roshi wskazywał na główną iluzję naszych czasów. Obecnie mężczyźni i kobiety szukają oparcia dla swego życia w zorganizowanych grupach, poruszają się z prądem, nie próbując nawet znaleźć dla siebie jakichś realnych korzeni. Buddyzm jest praktyką przebudzenia się z wszelkich iluzyjnych form, otwarciem „przejrzystych oczu własnej jaźni”.

Psychologia tłumu

Sawaki-roshi: Psychologia gawiedzi zawsze mnie zadziwia. Jeśli ludzie nic nie wiedzą, nie powinni się wypowiadać. Ale oni czynią coś, mówią coś, trzymają się opinii innych, bez żadnego własnego przeświadczenia. Nie znają siebie w ogóle.

To nazywa się ukiyo, przepływający świat.

* * *

Myślisz, że dokonałeś wielkiego czynu, ale nie jest to żadna odwaga, jeśli stało się to jako rezultat naśladowania innych.

Nie trać głowy w rozpraszających okolicznościach. Nie ulegaj odurzeniu w trującej atmosferze. Tylko to jest prawdziwą mądrością. Nie bądź zniewolony żadną ideą albo „izmem”, albo organizacją. Nie miej nic wspólnego z wielkim głupcem, którego nazywają „człowiekiem”.

Uchiyama-roshi: Niedawne kłopoty na Uniwersytecie Waseda są dobrym przykładem. Sam byłem kiedyś studentem na tym uniwersytecie, podczas strajku w 1931 i obserwowałem cały przebieg ruchu studenckiego od wewnątrz. Jestem więc w stanie ocenić, jak łatwo ludzie ulegają ogólnej atmosferze. Pewnego razu jednak, zamiast rozdawać wokół ulotki, wywiesili wielkie chorągwie na wieży zegarowej i każdy mógł przeczytać: Myślisz, że dokonałeś wielkiego czynu, ale nie jest to żadna odwaga, jeśli stało się to jako rezultat naśladowania innych, oraz: Nie trać głowy w rozpraszających okolicznościach, oraz: Nie ulegaj odurzeniu w trującej atmosferze.

Sawaki-roshi: Czynić zazen to patrzeć na świat na nowo po poddaniu się hibernacji.

* * *

Najlepiej nie robić nic poza zazen. Jeśli czynicie coś jeszcze, być może jest to dzieło diabła.

Halucynacje wywołane masowością

Sawaki-roshi: Ponieważ współczesne religijne wspólnoty rozwijają się na wielką skalę, wielu ludzi myśli, że reprezentują prawdziwą religię. Ale wielka rzesza wyznawców nie czyni religii prawdziwą. Jeśli wielka liczba ludzi miałaby stanowić wartość, to na świecie przeważająca jest liczba ludzi przeciętnych. Ludzie często próbują coś robić formując grupy i uzyskując liczebną przewagę. Lecz tylko ogłupiają się w ten sposób. Tworzenie partii to dobry przykład grupowego paraliżu. Zatrzymanie takiego procesu to stać się naprawdę sobą poprzez zazen.

Uchiyama-roshi: Bez względu na to, jak wiele kawałków żużlu znajduje się w jakimś miejscu, jest to tylko żużel. Ludzie często są poruszeni wielką ilością i myślą, że to jest znaczące. Mylą ilość z jakością. Niektórzy podchwytują psychologię tłumu i chcąc to wykorzystać powiadają: „Stwórzmy grupę, zorganizujmy się, wybudujmy wielką świątynię, staniemy się potężni i bogaci”.

Prawdziwa religia nie zaspokaja ludzkiego pragnienia pieniędzy, sławy, zdrowia czy pozycji społecznej. Prowadzić życie oparte na religijnym wglądzie to odkryć głęboką, uniwersalną prawdę w sobie samym i żyć nią z chwili na chwilę. Jeśli coś błędnie pojmowane jako religia rozprzestrzenia się wokół, schlebiając potrzebom mas, niekoniecznie musi to być nazywane światową religią. Powinniśmy raczej postrzegać to jako herezję, ogarniającą świat jak epidemia. Religia, która uczciwie bada uniwersalne ludzkie prawdy i pokazuje jak je realizować, może być nazywana religią światową, nawet jeśli tylko jedna lub „pół osoby” poświęca jej swoje życie.

Lojalność

Sawaki-roshi: Po tym, kiedy oddziały Hōjō zaatakowały zamek Masashige Kusunoki, powiedziano, że polegli wojownicy tego klanu uczczeni zostali za godną śmierć na polu chwały:

„Człowiek oddał swoje życie na próżno szukając sławy, Dlaczego nie odrzucił przywiązania do życia poszukując Dharmy?”.

* * *

Podczas wojny chińsko-japońskiej (1894–1895) i wojny rosyjsko-japońskiej (1904–1905) rozszerzyliśmy japońskie terytorium i zajęliśmy Koreę. Wierzyliśmy, że naprawdę tego dokonaliśmy. Ale kiedy przegraliśmy Drugą Wojnę Światową straciliśmy wszystko: zrozumieliśmy, że tylko naraziliśmy się na wrogość innych narodów.

* * *

Ludzie często mówią o lojalności, lecz ciekaw jestem, czy rzeczywiście znają kierunek swoich działań. Ja sam byłem żołnierzem podczas wojny rosyjsko-japońskiej i walczyłem z oddaniem na polu walki. Ale kiedy straciliśmy to, co zajęliśmy poprzednio, mogłem zobaczyć, jak bezużyteczne były nasze poprzednie wysiłki. Nie ma żadnej potrzeby prowadzenia wojen.

Uchiyama-roshi: Ponieważ Sawaki-roshi walczył podczas wojny rosyjsko-japońskiej, te słowa kierował nie tylko do innych, lecz również do samego siebie, jako refleksję. My, którzy zostaliśmy wychowani przed drugą wojną byliśmy uczeni, że Japonia to najpotężniejszy kraj na świecie, całkowicie uprawniony we wszystkich swoich militarnych działaniach, i że my osiągniemy osobistą nieśmiertelność, pokładając w tym wiarę. I naprawdę w to wierzyliśmy. Po wojnie większość Japończyków mogła zobaczyć, że nie była to prawda, a niektórzy wystąpili przeciw nacjonalizmowi.

Kiedy zastanawiamy się nad naszą przeszłością i myślimy o przyszłości, musimy rozważyć nie tylko lojalność wobec Japonii, ale również wobec innych narodów. Bez względu na to, któremu krajowi jesteś oddany, stanie się on najwyżej kartą historycznego dzieła. „Jeśli armia zwycięży, opowiedzenie się po jej stronie zwane będzie lojalnością, jeśli przegra, będzie to rebelia”. Ważną rzeczą jest mieć przejrzyste widzenie siebie, by zachować się przytomnie.

Sawaki-roshi: Czym jest prawdziwe ja? Jest ono wspaniale przejrzyste, jak głębokie błękitne niebo i nie ma luki pomiędzy nim a wszystkimi czującymi istotami.

Postęp humanistyczny

Sawaki-roshi: Po wielu wytężonych wysiłkach, nagromadzeniu olbrzymiej wiedzy, ludzkość tkwi w marazmie. Ludzie są głupcami. Uważają się za mądrych, a czynią same głupstwa.

* * *

Pomimo naukowego postępu człowiek nie stał się wcale lepszy.

* * *

Od początków historii ludzie nieprzerwanie walczą ze sobą. Bez względu na to czy duża, czy mała jest wojna, jej korzenie biorą początek w naszych umysłach, w których tkwi zarodek agresji.

* * *

Nie powinniśmy zapominać, że współczesna naukowa kultura rozwinęła się na najniższym poziomie naszej świadomości.

* * *

„Cywilizacja” jest zawsze mową świata. Lecz cywilizacja i kultura nie są niczym innym jak tylko zbiorowym upostaciowieniem iluzorycznych pragnień. Nieważne jest jak wiele fałd mózgu reprezentuje iluzoryczne dążenia w twojej głowie; z buddyjskiego punktu widzenia nigdy nie przyczynią się one do znaczącego rozwoju. „Postęp” jest na ustach świata, lecz w jakim kierunku on się odbywa?

Uchiyama-roshi: Ludzie dzisiaj oślepieni są rozwojem nauki i technologii i wydaje się im, że postęp człowieczeństwa jest równoznaczny z postępem nauk. Ponieważ niewątpliwie istnieją znaczące osiągnięcia wewnątrz naukowych dyscyplin, musimy je wyraźnie oddzielić od postępu duchowego. Arnold Toynbee powiedział: „Nasza współczesna naukowa kultura przyspieszyła ekspansję pierworodnego grzechu Adama z siłą wybuchu. To wszystko. Nigdy nie uwolniliśmy się od pierwotnego skażenia”. Prawdziwy ludzki postęp powinien uwolnić nas od najniższego poziomu świadomości, który powiada: „Mam nadzieję łatwego zysku. Muszę wygrać, by go zdobyć”.

http://mahajana.net/teksty/nauki_bezdomnego_kodo.html


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Gretkowska - Buddyjskie safari

czwartek, 15 lutego 2007 14:43

 

 

Manuela Gretkowska

Buddyjskie safari

 

W Europie apostolami buddyzmu byli Beatlesi. Pop-kulturowa moda na Wschod stala sie kultura Zachodu. Dowod? Nirwana to nie tylko buddyjskie wyzwolenie, ale i nazwa kultowej kapeli oraz erotyczne marzenie Sharon Stone.

 

1. Najwazniejsza, choc cienka jak kreska usmiechu, roznica miedzy chrzescijanstwem a buddyzmem jest chyba poczucie humoru. Wystarczy popatrzec na dobrotliwy, nieco zbolaly, usmiech papieza i posluchac rechotu Jego Swiatobliwosci Dalaj Lamy. W chrzescijanstwie chichocza demony. Aniolowie i swieci, jesli sie usmiechaja (co zanotowano zaledwie kilkakrotnie w rzezbach i obrazach), to lagodnie, bezglosnie. Smiech Dalaj Lamy jest dosc upiorny, przypomina echo przedrzezniajace pustke. Jednakze w buddyzmie upiory nie wystepuja lub raczej ich wystepy sa ograniczone do naszej swiadomosci, zanim nie uswiadomi ona sobie, ze jest pustka wymyslajaca to, co stworzone i nie stworzone.

Chcac osiagnac buddyjskie oswiecenie (rodzaj chrzescijanskiego zbawienia), oprocz wypelniania nauki mistrza, milosci i wspolczucia, nalezy praktykowac medytacje. "Kiedy jest miejsce i poczucie humoru, medytowanie nie wymaga zadnego wysilku" - zapewnial Dudziom Rinpocze, jeden z najslynniejszych, tybetanskich joginow tego stulecia. Trudno byloby zalecac chrzescijanom poczucie humoru, np. przy kontemplacji Drogi Krzyzowej. W buddyzmie takze sa obrzadki, podczas ktorych wyobraza sie cierpienia smierci czy zejscia do piekiel i nie jest to duchowa rozrywka. Usmiech Buddy bierze sie natomiast z przekonania, ze bedac ofiarami samsary (kola wcielen), jestesmy takze ofiarami kosmicznego zartu opowiadanego przez Nicosc: "Pozera swego ojca i bije swa matke. Na kolanach trzyma wroga, ktorego niegdys zabil. Kobieta ssie kosci swego meza... jakzesz smieszna jest cala samsara!" - buddyjska przypowiesc o reinkarnacji w stylu komedii pomylek: czlowiek trzyma na kolanach dziecko, ktore bylo w poprzednich zyciach jego wrogiem, obgryza mieso zwierzecia, bedacego niegdys jego ojcem. Odganiana suka to matka z dawnych reinkarnacji. Pies ssacy resztki pozywienia byl w innym wcieleniu zona jedzonego zwierzecia.

W chrzescijanstwie nie ma zartow: dostaje sie jedno zycie, a swiat jest walka dobra ze zlem, na smierc albo zycie wieczne. "Biada wam, ktorzy sie teraz smiejecie, albowiem smucic sie i plakac bedziecie" - przestrzega Chrystus.

By zataic prawo do smiechu spalono w "Imieniu rozy" jedna z wiekszych bibliotek chrzescijanstwa. Przechowywano w niej tajemna ksiege Arystotelesa traktujaca o niezbednosci poczucia humoru: "Byc moze zadaniem tego, kto miluje ludzi, jest wzbudzanie smiechu z prawdy, wzbudzanie smiechu prawdy, gdyz jedyna prawda jest zdobyc wiedze, jak wyzwalac sie z niezdrowej namietnosci do prawdy" - przypuszcza bohater ksiazki Umberto Eco.

W buddyzmie to, co prawdziwe, niekoniecznie jest realne. Ludzie, bogowie istnieja, ale jak iluzja. Jezeli wiec tego, co jest, nie ma, to nawet "siedzac w medytacji, zartobliwie nasladujemy Budde" (Dudziom Rinpocze). Dlatego Budda wyznaczyl na swego nastepce ucznia potrafiacego zobaczyc prawde i zakpic z Nicosci. "Pewnego dnia bedac posrod 1250 mnichow i mniszek, uniosl w dloni kwiat. Przez dluga chwile trwal w milczeniu. Niespodziewanie usmiechnal sie, poniewaz wsrod sluchaczy znalazl sie mnich, ktory usmiechnal sie na widok uniesionego kwiatu. Mnich ten nazywal sie Mahakasjapa. Byl jedyna osoba, ktora sie usmiechnela. Budda odwzajemnil jego usmiech i powiedzial zebranym: Posiadam klejnot przebudzenia i przekazuje go temu oto mnichowi". Swiety Piotr, nastepca Chrystusa, mial kilka slabosci i wiele cnot, lecz nie zostal wybrany ze wzgledu na poczucie humoru. Wybuchy smiechu Dalaj Lamy brzmia niczym zgrzyt, jakby ktos zakrecil skrzypiacym kolem odwiecznej samsary zawieszonej w Nicosci. Ten smiech ma obudzic ze snu; gdy zobaczymy swiat taki, jakim jest, zobaczymy, ze go nie ma i bedziemy sie smiac z pointy metafizycznego dowcipu.

2. Smieje sie do mnie, a moze ze mnie, starutenki lama w samolocie z Londynu do Delhi. Pokazuje mu bilet. - To moje miejsce - przy oknie, najlepsze, bo mozna spac opartym o szybe, bo nie potracaja cie pasazerowie i widac to, co w dole. Lama zajal moj fotel i teraz cieszy sie, ze mamy to samo miejsce. "Good karma" - mowi, usmiechniety jak rozbawiony delfin. Nie zrobie awantury, nie zawolam stewardesy i ten swiety czlowiek dobrze o tym wie. Jego uczniowie w amarantowych mnisich szatach siedza za nami i ufni w sprawiedliwosc karmy przesuwaja paciorki buddyjskiego rozanca. Zanim wpuszczono nas do samolotu tybetanski cadyk z uczniami, na koncu poczekalni, zaglebiali sie w medytacji. Gdy ogloszono odlot, mnisi uprzejmie przepchali sie do przodu kolejki i weszli pierwsi. Tak wiec duchowa kontemplacja rozwija praktyczna zaradnosc, a ewangeliczne stwierdzenie "ostatni beda pierwszymi" dotyczy takze buddystow, jeszcze za zycia.

3. Nie dotarlam do Tybetu, nie chcialam zwiedzac okupowanego kraju. Zatrzymalam sie po drugiej stronie Himalajow, w Katmandu, ale dzieki mojej dobrej karmie spotkalam cudownych Tybetanczykow. Poznac jednego, to byc przyjacielem wszystkich. Przechodze "z rak do rak" przez goscinne domy, klasztory, pachnace kadzidlami i gotowanym ryzem. Buddyjskie rekolekcje zaczelam w wielopokoleniowym domostwie: dziadkowie krecili na podworku modlitewnymi mlynkami, dzieciaki biegaly miedzy piwnica a dachem tej obskurnej willi, zas babcie, ciocie i mamy pracowaly przy kuchni. W glownej sali lezal depresyjny wujek, patrzac nieruchomo w sufit. Przysiadlam sie do jego kanapy, na wprost oltarza zajmujacego cala sciane. Srebrni Buddowie, drewniane bostwa opiekuncze, maslane lampki. Pod oltarzem olbrzymi telewizor. Do pokoju wszedl mlody mnich, zagarniajac powloczyste szaty, za nim wbiegl kundlowaty piesek. Naczytawszy sie o nadnaturalnych mocach praktykujacych buddystow, spytalam mnicha, czy wie, kim byl w poprzednich wcieleniach. Popatrzyl na mnie lagodnie: "Nie, przeciez ja nie wiem nawet, kim jestem w tym wcieleniu. Mialem nie najgorsza karme, bo odrodzilem sie czlowiekiem". Karma znaczy dzialanie. Kazdy czyn, ale takze mysl, ma dobre lub zle skutki. Zebranie zaslug popycha nas ku lepszym wcieleniom, zle uczynki owocuja odrodzeniem w swiecie zwierzat, demonow albo w piekle. "Zwierzeta - wkazal psa moszczacego sie u jego stop - sa zbyt glupie, by zrozumiec nauke (dharme) wyzwolenia. Chociaz zdarzylo sie kiedys, ze uciekajaca przed psem koza okrazyla wraz z pielgrzymami stupe (budowle zawierajaca relikwie) i w jej umysle powstalo ziarno oswiecenia. Demony i wiecznie spragnione, glodne duchy, o ustach wielkosci ucha igielnego i brzuchach pojemnosci oceanow, tez nie maja wiekszych szans na dobre uczynki. Istoty zamieszkujace pieklo cierpia tak straszne meki za swe winy, ze nie poswiecaja ani chwili na oswiecenie umyslu. Polbogowie zazywaja uciech, nie myslac o wyzwoleniu z samsary, a bogowie trwaja w transie rozkoszy i nie czynia nic, by zebrac zaslugi. Budza sie dopiero, gdy wyczerpie sie ich dobra karma i zaczynaja umierac. Boskie cialo traci wtedy blask, poci sie, wiedna na nim wience wiecznie swiezych kwiatow. Sposrod szesciu rodzajow istot zamieszkujacych samsare, jedynie ludzie potrafia praktykowac dharme" - mnich przerwal swa przemowe, gdyz lezacym spokojnie psem wstrzasnal nagle dreszcz. Jakas demoniczna sila chciala go przewlec przez wnetrznosci na druga strone. Wujek pograzony w depresji nawet nie spojrzal na potrzasane konwulsjami zwierze. Na szczescie psiak tylko zwymiotowal.

4. Nie zdazylam wysluchac dalszych nauk, bo przyjechal tybetanski businessman. Dowiedzial sie, ze u gospodarzy jest Polka, a on bardzo potrzebuje tlumacza na polski. Po grzecznosciach, wschodnich uklonach odwieziono mnie do biura handlowego w centrum Katmandu: obskurna, zawilgocona klitka z tradycyjnie owinietym bialym jedwabiem portretem Dalaj Lamy. Mialam zadzwonic do Warszawy i wytlumaczyc polskiemu handlowcowi zaginiecie tybetanskiej przesylki. Businessman nie ufal swojemu angielskiemu. Moze i slusznie, bez widzenia rozmowcy tracimy 60 procent ekspresji. Segregatory, telefon, biurko, nadawaly powagi przedsiewzieciu, ale businessman byl momentami calkiem bezradny: "Wyslalismy skrzynie z tybetanskimi wyrobami przez Europe i zaginela we Frankfurcie, na szczescie mamy kwity, trzeba poczekac, znajda sie. Przez Pakistan byloby taniej, ale tam otwieraja nasze przesylki i pala buddyjskie posagi, malowidla, bo Allach zabronil czcic bostwa. No, jak tak mozna?" - Nie musze go pocieszac. Tybetanskie interesy ida bardzo dobrze. Turysci majac do wyboru nepalski czy tybetanski dywan, kupia tybetanski, z sympatii dla uchodzcow, z szacunku dla Dalaj Lamy.

5. Wieczorami chodze do knajpki na hippisowskim Thamelu, w turystycznej dzielnicy Katmandu. Drewniana podloga, toporne stoly, surowe tynki. Ciagle slychac tradycyjna (od lat 60.) muzyke nepalska: Beatlesow i Cata Stevensa. Czasami zagladaja tu przewodnicy gorscy z buddyjskiego plemienia Szerpow. Nie jestem dla nich dobrym kandydatem na wycieczke. W Himalajach bylam taksowka i nie wspielam sie wyzej niz 2,5 kilometra. Pytam, czy widzieli yeti. "O, yeti jest jak bog - stary Szerpa probuje zrobic tajemnicza mine. - Na pewno jest, ale malo kto go widzial".

Przy stoliku posrodku sali siedza juz stali bywalcy: Nadina - wloska lekarka, alpinistka, a od tygodnia himalaistka. Siwowlosy Anglik - Jeremy L.G. Wall, piszacy dla ONZ-u raport o rolnictwie w Nepalu, plowa szwedzka maturzystka - Ulryka, pracujaca w misji chrzescijanskiej i Paulo - brazylijski student, zapisujacy portugalskimi bazgrolami sterty pocztowek. Nalezymy do homo cafŽ, wedrownego plemienia obsiadujacego kawiarniane stoliki swiata. Podtrzymujemy etniczna wiez zapraszaniem sie na kawe i opowiesciami. Nie bylam, tak jak Nadina na polnocy Nepalu, w krolestwie Mustangu, gdzie samo pozwolenie na wjazd kosztuje prawie tysiac dolarow. Nie widzialam fantomow stworzonych z koncentracji mysli ani buddyjskich adeptow lung-gomu, przeskakujacych w transie setki kilometrow. Przejezdzajac przez himalajska wies, zobaczylam natomiast dwa psy zrosniete ogonami. Nadina nie dowierza mojej historyjce. "Pokaz, jak te ogony byly zrosniete." "No tak" - zaplatam palce. Brazylijczyk chichocze domyslnie - "Kopulujace psy wlasnie tak sczepiaja sie ogonami". Koniec cudu, zwykle prawo natury. Tego wieczoru zmusilismy Paula, zeby odlozyl korespondencje i zanotowal w swoim kajecie nasze wnioski na temat buddyzmu. "Ale po co?" - bronil sie. "Jeremy powiadomi o tym ONZ albo Manuela wydrukuje w swojej gazecie - zapewnila go Ulryka. - Pisz tytul: Dlaczego 2500 lat po narodzeniu Buddy, w poludniowym Nepalu, buddyzm ma szanse stac sie swiatopogladem Zachodu?".* Zachod wierzy w nauke, a najnowsze odkrycia fizyki coraz bardziej zblizaja sie do buddyjskiego pogladu, ze materia jest forma energii, natomiast energia wibracja "pustki".* Buddyzm jest bardziej filozofia niz religia, co latwiej "przelknac" zeswiecczonemu Zachodowi.* Zachod posluguje sie rozumowaniem przyczynowo-skutkowym. Nagroda lub kara bedaca efektem karmy, zaleznej wylacznie od naszego postepowania, jest logiczniejsza od chrzescijanskiej laski przyznawanej z milosiernych, lecz nieznanych powodow.* Buddyzm podobnie jak ekologia uznaje, ze wszystko w kosmosie jest wspolzalezne, nie ma systemow izolowanych, a ekologia jest obsesja Zachodu.* Joga i medytacje pomagaja przetrwac stres, zas chrzescijanstwo obciazajace grzechem pierworodnym i poczuciem winy nie proponuje zadnych form relaksu (glosuje za tym punktem Paulo, protestuje Ulryka).* Obserwacje Jeremy'ego: Od konca lat 70. spada na Zachodzie spozycie miesa, niepotrzebnego w duzej ilosci ludziom wykonujacym lzejsze fizycznie prace. Po zarazie szalonych krow coraz wiecej osob przechodzi na wegetarianizm, przyjmujac buddyjskie racje "niezabijania zywych istot".* Pacyfistyczny buddyzm nie byl uwiklany w wojny religijne, co jest "zaleta" zarazonego krwawa historia chrzescijanstwa. Dalaj Lama w przeciwienstwie do papieza nie jest dogmatyczny, wiec jego przekaz o milosci, wspolczuciu latwiej zaakceptowac niz przykazania Kosciola, zwlaszcza tym, ktorzy zadaja argumentow, nie autorytetow.* Slownictwo i buddyjska symbolika staly sie popularne na Zachodzie, dzieki kontrkulturze. Kontrkulture, ktora jest juz kultura masowa, zapoczatkowali beatnicy fascynujacy sie buddyzmem zen. Idole Hollywood, np. Richard Gere, medytuja w buddyjskich klasztorach. Seksowna Sharon Stone uwaza, ze kontemplacja twarzy Dalaj Lamy jest najwieksza radoscia na swiecie, a Nirwana moze byc przyjemniejsza od orgazmu. En rŽsumŽ: Buddyzm, w odmianie europejskiej kojarzony ze zdrowym sposobem odzywiania, technikami relaksu, newageowskim rozwojem duchowym bez dogmatow i autorytetow, ma szanse stac sie swiatopogladem Zachodu, chociaz nadal sluchamy bardziej tego, co glosi rek-lama niz dalaj-lama.
P.S. Rachunek za kawy i piwo placi Nadina, taka karma.

6. W tybetanskich restauracjach, gdzie ceny sa 50 razy nizsze niz na Thamelu, a jedzenie 100 razy lepsze, nie widzialam turystow. Nie kazdy czlowiek Zachodu zdecyduje sie na przekroczenie progu tradycyjnej, tybetanskiej knajpy. Wchodze przyzwyczajona, ze w Nepalu brud nie jest kwestia braku higieny, lecz gustu. W porownaniu z wystrojem takiej restauracji piwnica po powstaniu warszawskim to Marriott. Solidnosc jej kilkupietrowej konstrukcji przypomina drewniany parawan. Szpary w scianach maja rozmiar wneki, sufit przykryty jest workiem czarnym od sadzy i pajeczyn. Goscie restauracyjni usmiechaja sie zyczliwie, nie zwracajac uwagi na moj nieapetyczny wyglad. Dla Tybetanczykow slowianska uroda to wyblakle oczy i wlosy koloru zjelczalego masla. Zamowilam na migi takie samo danie, jakim zajadali sie siedzacy obok mnisi. "Momo" - stwierdzil restaurator. Momo okazalo sie pierogami z wolowina. Czytalam o mistrzach buddyjskich, ktorzy po latach bezowocnych umartwien fundowali sobie piwo i mieso, po czym doznawali oswiecenia. Ale nie myslalam, ze owa praktyka jest tak czesta. Placac, przy wyjsciu zapytalam wlasciciela dlaczego mnisi sa miesozerni. "Przyzwyczajeni od dziecinstwa do miesa, to dla ich zdrowia. W Tybecie mieso bylo przysmakiem. W ogole w Tybecie bylo lepiej, w domach pachnialo lojem z jaka, dla was to smrod, ale dla nas aromat. Inaczej sie zylo, w jednej izbie. Zona spala nizej, bo byl szacunek. Teraz, po przyjezdzie z Ameryki, mam kilka pokoi, wspolne z zona lozko, ale dawniej bylo lepiej".

7. Skoro buddysci dbajac o zdrowie, jedza mieso, moze i ja powinnam spytac tybetanskiego lekarza o diete. W przychodni byla jedna pani doktor, malutka Tybetanka o dluzszym niz ona warkoczu. Reszta lekarzy i astrologow wyjechala na spotkanie z Dalaj Lama. Astrolog zaleca, co jest potrzebne do pomyslnosci w zyciu, a gdy zaswieci gwiazda smierci, ktory z pochowkow bedzie najodpowiedniejszy: zwykly grob, stos czy zostawienie zwlok w gorach. Tylko ciala mistykow rozpuszczaja sie w tecze.

Najpierw pani doktor dokonala szybkiej analizy laboratoryjnej: zabeltala galazka w misce z moczem.
- No i co? - bylam ciekawa wynikow.
- Masz okres.
- Zgadza sie.
- Niewiele wiec moge powiedziec.
Przepisala mi brazowe kuleczki z ziol, proszac, zebym nie mieszala ich z europejskimi lekarstwami. Mialy uregulowac piec elementow, z jakich sklada sie czlowiek: wode, powietrze, ogien, ziemie, wiatr. Lekarstwo na noc mialo rewelacyjne skutki: pelen relaks, gleboki sen. W jego smaku bylo cos znajomego. Dopiero w Polsce odkrylam, ze ziolowe kuleczki sa nafaszerowane haszem.

8. W Bhaktapurze, gdzie krecono "Malego Budde", nie ustawiono zadnych dekoracji. Tutaj sie zyje jak za czasow Buddy; zamiast podlog klepisko, zamiast zarowek zar ogniska. Nic sie nie zmienilo od kilku tysiecy lat: dobre uczynki daja dobre skutki, zle przynosza nieszczescie, a jezeli chcesz sie wyrwac z samsary, znajdz sobie mistrza i obiecaj, ze zrobisz wszystko, zeby jesli nie w tym, to w nastepnych wcieleniach doznac oswiecenia. Biedny swiat, ubogi w gadzety, ale pelen sensu. W porownaniu z nim wielkomiejska cywilizacja jest syfilizacja spalinowego smrodu i chaosu, na ktora patrza litosciwie oczy Buddy. Wszechwiedzace oczy Przebudzonego maluje sie po czterech stronach stupy. Najwyzsza z nich, w Katmandu, zwienczona jest korona zwyciestwa dobra nad zlem. Na dziedzincu furkocza choragiewki zapisane mantrami przeciw demonom. Wewnatrz budowli hinduistyczni i buddyjscy pielgrzymi popychaja gigantyczny mlynek modlitewny, zajmujacy cala sale. Kreci sie bezglosnie, ale wydaje sie, ze brzmi niskim, monotonnym dzwiekiem mantr spiewanych przez medytujacych za sciana mnichow: "Om mani padme hum" ("Zbawienie jest w kwiecie lotosu"). Kazda zgloska mantry ma swoj kolor: Czerwone Om kwitnie nad glowa, niebieskie hum kielkuje w gardle. Barwy tych slow odstraszaja demony. Rimbaud w "Sezonie w piekle" tez recytowal litanie: "O pomaranczowe, I liliowe, mieniace sie zlotem K". Blask olbrzymiego, zlotego posagu Buddy nasacza sie plomieniami lampek ofiarnych i wygasa wraz z nimi.

O buddyjskich mnichach i mniszkach powiedzialoby sie na Zachodzie, ze "sa kulturalnie uprzejmi". Jednak nie warstewka kultury, lecz niezmierzony spokoj i dobroc madrosci zamienia ich w ludzkie anioly. Slucham mantr, wypytuje mnichow, co znacza malowidla i geometryczne mandale, patrze na codzienne klasztorne prace i nie smiem wyjac aparatu fotograficznego. Moje bycie tutaj zamieniloby sie wtedy w duchowe safari. Wiele razy podgladalam modlitwy kilkuletnich chlopcow siedzacych godzine, poltorej nad swietym tekstem. Wiercili sie, spogladali szelmowsko na boki, ale zawsze wytrwali razem z zakonna starszyzna do konca posiedzenia. Nie wypadalo mi wziac na rece, przytulic takiego uczonego brzdaca, bo jest juz mnichem, chociaz uwielbia cukierki i bitwy na kuksance.

9. Kiedy wyczerpala sie moja dobra karma i czas bylo wracac, w dzien przed wyjazdem poszlam przez grudy zimowych pol ryzowych do klasztoru bonpo. Dla Tybetanczykow najwazniejsza roznica miedzy bonpo a pozostalymi buddystami jest kierunek, w jakim mnisi tego wyznania okrazaja stupe - z prawej do lewej, a nie zwyczajowo, zgodnie z ruchem wskazowek zegara. Mieszkanie w poblizu klasztoru bonpo ma te zalete, ze jego lama potrafi przywolac deszcz, co jest blogoslawienstwem dla okolicznych upraw ryzu. Bonpo sa czarownikami, uzywaja technik transowych przedbuddyjskich szamanow tybetanskich. Ich klasztor ma przepiekne freski. Na suficie swiatyni skomplikowane rysunki mandal. "Wyjatkowo skuteczne" - zapewnia mnich-przewodnik. Na scianie przy drzwiach malowidla rajow i piekiel. Zainteresowal mnie plastikowy wylacznik pradu wkomponowany w jeden z piekielnych kregow. "Ot, inny rodzaj energii" - zartobliwie zauwazyl mnich, gaszac swiatlo.

10. Tym razem mam w samolocie miejsce przy oknie. Na horyzoncie widac Wenus. W jej blasku ksiaze Gautama usmiechnal sie i zostal Budda-Przebudzonym. Zasypiam nad Europa.

zródlo: http://www.webfabrika.com.pl/tybet/safari.htm


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wu Bong

sobota, 03 lutego 2007 18:43


Moment - to jedyne co mamy

Pytania i odpowiedzi ze spotkania z Mistrzem Zen Wu Bongiem w łódzkim kinie Cytryna

Mam pytanie dotyczące sprawy wyborów w życiu. Czy człowiek rzeczywiście ma stu procentową władzę nad swoim życiem i wyborami, czy też płynie z nurtem rzeki?

Wu Bong: Powiedz mi, kiedy się rodziłaś to była twoja decyzja? Czy to, kiedy umrzesz to też będzie twoja decyzja? A więc skąd ten pomysł, że pomiędzy narodzinami i śmiercią masz jakąkolwiek decyzję.

No dobrze, ale wstaję z łóżka to ja decyduję czy założyć różowe pantofle czy niebieskie.

Wu Bong: Tak, to ty myślisz - ja decyduję. Ale co to jest to ja? Wielu ludzi podejmuje różne decyzje i myślą - Ok, to ja zdecydowałem, ale to jest już w programie. Ludzie myślą, że mają wybór, ale tak naprawdę mają tylko jeden wybór w swoim życiu. Ponieważ wszystko w naszym życiu idzie przez naturalny proces. To się nazywa przyczyna i skutek. Ale jest jeden wybór, który ludzie mają. W tym momencie albo możesz się obudzić, albo możesz dalej być w takim samym śnie, w jakim większość ludzi istnieje. To znaczy ludziom się wydaje, że żyją, ale tak naprawdę śpią. To jest sen. Jaki sen? Albo w przeszłości, albo w przyszłości, albo też coś w tak zwanej "teraźniejszości", ale nie związane z tym, co się dzieje w tym momencie. Na przykład jesteś studentką, uczysz się i podczas uczenia myślisz - O ten chłopak mi się podoba! Jak go spotkać? To jest sen. Ale masz wybór. Tym wyborem jest właśnie - obudzić się! Jeżeli się uczysz, ucz się na sto procent. Jeżeli myślisz o chłopaku, myśl o nim na również na sto procent. To jest prawdziwe życie. Dlatego budda znaczy przebudzony. To człowiek, który się przebudził. Teraz widzi jasno, słyszy i czuje jasno. Jeżeli stracisz ten moment swojego życia nigdy już go nie odzyskasz. I obojętne czy to jest dobry czy zły moment, ale to jest jedyne, co mamy w tym życiu. Warto go nie stracić.

Ale co jeżeli chodzi o planowanie przyszłości?

To, co ja mówię nie jest sprzeczne z planowaniem. Tak samo w momencie, w którym robisz jakieś plany, rób je na sto procent. Później wykonaj to, co postanowiłeś, idź prosto. Ale jeżeli w trakcie wykonywania naszych postanowień nasz umysł fruwa po całym świecie i nie tylko w przestrzenia, ale także i w czasie, to jest tylko marnowanie czasu. I marnowanie tej przestrzeni. To nie jest wykonywanie swoich obowiązków i planów.

Należy, zatem poświęcać całą energię na to, co chce się zrobić.


To znaczy, jeżeli coś się robi trzeba robić to na sto procent.

Chodzi o skupienie?


Można nazwać to jak się chce. To nie jest ważne jak to nazwiesz. Tylko często przez skupienie ludzie rozumieją o jakimś rodzaju koncentracji. To nie chodzi o koncentrację.

Według Zen ego jest złudzeniem, to takim ideałem życia tu i teraz, bycia w tej chwili wydają się zwierzęta, czym się, zatem różnimy jakościowo od zwierząt? Oprócz tego, że jesteśmy troszkę bardziej inteligentni?

Mój nauczyciel zawsze mówił: "człowiek to najgorsze zwierze na świecie". Więc różnimy się od zwierząt. Tuż przed przyjazdem do Polski widziałem w telewizji wywiad z Kurtem Vonnegutem i była tam mowa o tej klęsce, która się zdarzyła ostatnio w Nowym Orleanie i on powiedział dokładnie to samo, co mówił mój nauczyciel, że człowiek jest najgorszym zwierzęciem. Ponieważ człowiek ma tą inteligencję, ale używa jej, do czego? A wiec rzeczywiście jakbyśmy mogli żyć jak zwierzęta to byłoby lepiej. Ale my nie jesteśmy zwierzętami. To, o czym mówię, - czyli przebudzenie się do Tego Momentu - to nie znaczy, żeby nie mieć żadnego kierunku w życiu. Zwierzęta, co prawda żyją z momentu na moment, ale my w przeciwieństwie do nich mamy możliwość ukierunkowana swojego życia. A co to znaczy mieć kierunek? A więc mam pytanie dla was:, Dlaczego jecie codziennie?

Żeby żyć.

Ok. Powiedzmy, że dobrze jesz, więc dłużej żyjesz, ktoś inny żyje krócej, bo gorzej je, a jeszcze ktoś inny w ogóle nie je wiec ma krótsze życie, ale w końcu każda z tych osób umiera. Więc podsumowaniem tego wszystkiego jest śmierć. Więc może lepiej w ogóle nie jeść? Wtedy będziesz tam szybciej. Tak czy inaczej umrzesz, więc, po co jesz codziennie. Chcesz żyć? Ale, po co?

Tak jesteśmy zbudowani, tak samo jak zwierzęta.

Ale nie jesteśmy zwierzętami. Wydaje się nam, że mamy wybór.

Ale doświadczamy rozwoju, ewolucji, tak samo jak cały świat ewoluuje, zmienia się na lepsze na gorsze, tak samo my mamy nadzieję, że będzie lepiej w naszym życiu.

Dobrze, będzie lepiej, gorzej, będzie jeszcze lepiej, a więc, po co żyć? Tak czy inaczej umrzesz, bez względu na to czy będzie lepiej czy gorzej.

Świadomość nigdy nie umiera, ciało może być przemijające, ale ludzie mają jeszcze nadzieję na to, że ich świadomość przetrwa śmierć.

Jeżeli tak jest to twoja świadomość przetrwa bez względu czy żyjesz krótko czy długo. A więc, po co żyć? Dla języka i dla żołądka? Dla przyjemności? Więc mamy przyjemność a potem umieramy.

Żyjemy też dla przedłużenia gatunku.

Po to żyjemy, dla gatunku? To jest dokładnie tak jak zwierzęta. Ale chyba czymś się jednak różnimy.

Dużo ciekawych rzeczy możemy doświadczyć.

Możemy a potem umieramy.


 

A co sądzisz o wegetarianizmie?

Mamy grupę w Słowacji w Koszycach. Poszliśmy do restauracji wegetariańskiej razem i w czasie jedzenia była mowa o wegetarianizmie. W tym czasie wiele osób z tej grupy było związanych z organizacją ochrony zwierząt. Pasjonowali się tym. Wegetarianizm był dla nich czymś ważnym i tak nie chcący zapytali mnie, co ja myślę o wegetarianizmie. Powiedziałem "Bardzo dobrze, ale ja nie jestem wegetarianinem." Wszyscy byli zaszokowani. Pytali " to, co ty zabijasz inne istoty?" Więc ja powiedziałem "tak, być może się przyczyniam do śmierci innych istot, ale wy robicie to także, nie jesteście inni." Pytali "jak to możliwe, przecież jesteśmy wegetarianami, mięsa nie jemy." Powiedziałem "tak mięsa nie jecie, ale jecie ryż, kiedy ryż jest zbierany giną miliony insektów. Więc w taki sam sposób przyczyniacie się do śmierci innych istot. Faktem jest, co mój nauczyciel Dharmy tutaj powiedział; "po to by utrzymać to życie w pewnym sensie przenosimy śmierć innym istotom." A więc, jeżeli nasze życie ma mieć sens dobrze, aby w naszym życiu był jakiś kierunek. Kiedy mówimy o kierunku, tak naprawdę pytamy o to w jaki sposób można pomóc temu światu. Mamy życie, a to, to nie tylko jedzenie. Słońce daje nam życie, woda daje nam życie i naturalnie ziemia. Z tego wszystkiego powstaje nasze jedzenie. Wszystko to za darmo. Ale jeżeli bierzemy tylko coś za darmo, to stajemy się złodziejami. A złodziej w przyszłości idzie do więzienia. Trzeba za to wszystko zapłacić w jakiś sposób. Jak można zapłacić słońcu, wodzie i ziemi? Trzeba coś robić w tym świecie. Na około jest dużo cierpienia, wystarczy otworzyć gazetę rano i zobaczyć, co się dzieje. A więc może rzeczywiście jest jakiś powód by jeść codziennie.

Jak się przebudzić?

Co robisz teraz?

Oddycham, siedzę, myślę.

Więc, rozmawiamy jak się przebudzić, ok? Mam dla was historię opowiadającą o przebudzeniu się. To było dawno temu, gdzieś tam daleko. Dawno temu w Chinach był pewien młody człowiek, który miał to samo pytanie, co ty. Czuł, że coś jest nie tak w jego życiu i postanowił się przebudzić. Słyszał, że gdzieś tam jest jakiś wielki nauczyciel, więc postanowił się poświęcić praktyce z tym człowiekiem. Znaleźć odpowiedź na swoje najbardziej fundamentalne pytania. Sprzedał swój dom i wszystko, co miał i ruszył. W tym czasie nie było metra nie było samolotów, zabrało mu to wiele czasu zanim dotarł do klasztoru, w którym mieszkał ten mistrz. Na spotkaniu z nim powiedział mu, że chce się przebudzić i praktykować jego nauki, nauczyciel zgodził się jednak zapytał go; "jak mi zapłacisz?" I ten człowiek wtedy pomyślał; "co to ma znaczyć jak mam zapłacić za coś takiego, za jego nauczanie". Ale pomyślał chwilę i powiedział; "ok, tutaj w tym plecaku mam cały swój majątek, wszystkie pieniądze, więcej nie mam, a więc cały swój majątek oddaje tobie." Wtedy mistrz bardzo zły zdzielił go kijem i powiedział, że jego śmierdzące pieniądze do niczego nie są mu potrzebne. Na koniec rzekł: "Moja Dharma jest dużo droższa niż to, wynoś się stąd." Młody człowiek odszedł i znalazł niedaleko klasztoru jaskinię, w której się zadomowił i wciąż powtarzał sobie pytanie: "gdzie był mój błąd, co takiego zrobiłem, co to znaczy, że Dharma mistrza jest więcej warta niż moje pieniądze, przecież chciałem mu oddać wszystko, co mam, przecież niczego więcej nie mam." Aż pewnego dnia coś mu się rozjaśniło i wrócił z powrotem do klasztoru i poprosił o rozmowę z mistrzem i przepraszając go za ostanie spotkanie powiedział: "teraz już rozumiem, jestem gotów stać się twoim uczniem." Mistrz spojrzał i zadał znów to pytanie: "jeżeli mówisz, że już rozumiesz, więc jak droga jest moja Dharma?" Młody człowiek odparł: "Najważniejszy w nas jest nasz umysł, zatem ofiarowuję ci swój umysł, będę twoim służącym i zrobię cokolwiek zażądasz. Pozwól mi zostać z tobą i praktykować." Wtedy mistrz wściekł się jeszcze bardziej niż ostatnio i zdzielił go kijem wrzeszcząc: "twój umysł jest jak wiadro śmierdzących śmieci. Znikaj mi z oczu!." Młody człowiek siedząc w swej jaskini z jeszcze większą determinacją pytał siebie, co to znaczy ta Dharma mistrza, aż pewnego dnia słysząc dzwony z świątyni i jego umysł się otworzył. Pomyślał:"Już wiem, co to jest Budda, wszystko jest Buddą." Zrozumiał coś i znów podążył do klasztoru. Siedząc naprzeciw nauczyciela na jego pytanie o to, co takiego zrozumiał wykrzyknął: "Ha!" I po raz kolejny otrzymał w odpowiedzi razy od mistrza. Powrócił do jaskini i dalej medytował. Pewnego dnia patrząc na ścianę zaczął widzieć to co jest na zewnątrz jego jaskini. Widział nawet co się dzieje wewnątrz jaskini. Wykrzyknął: „Dharma to znaczy swoboda, wolność, wszystko jest możliwe.” I na spotkaniu z mistrzem powiedział, że Dharma to wolność, że w tej chwili widzi przez ściany. W odpowiedzi dostał prosto w głowę od mistrza jego pałką. Natychmiast ściana stała się na powrót ścianą. Wrócił do siebie zupełnie już zdruzgotany. Po jakimś czasie znów powrócił do mistrza i powiedział: „Teraz naprawdę zrozumiałem twoją Dharmę.” Na pytanie mistrza czym zatem jest jego Dharma, odpowiedział: „Niebo jest niebieskie, trawa jest zielona.” Znów dostał baty, a mistrz jeszcze bardziej się zdenerwował. Pobił młodego człowieka i kazał mu się wynosić. Tuż przed wyjściem młody człowiek odwrócił się i krzyknął w stronę mistrza: „Mistrzu!” Mistrz spojrzał na niego i zapytał: „Słucham?” W odpowiedzi młodzieniec krzyknął: „Weź tą swoją Dharmę i włóż ją sobie do dupy!” Dopiero wtedy mistrz powiedział: „Ok, możesz zostać.”
To jest opowieść o przebudzeniu, teraz już rozumiesz co trzeba zrobić.

Nie ma niczego takiego jak przebudzenie!

Absolutnie. O tym mówimy. Ta historia jest bardzo jasna. Ostatnie słowa młodzieńca do mistrza czyli „niebo jest niebieskie, trawa jest zielona” to jest bardzo ważny punkt. Znaczy to, że jeżeli ktoś ma jasny umysł wtedy to co widzimy i słyszymy wszystko to jest Buddą i Prawdą. To się nazywa przebudzeniem. Bardzo proste.


Czy w ogóle można opisać kim jestem, kiedy to już znaczy, że jest ktoś oddzielony, że powstaje jakiś podział. Kiedy zapytam siebie kim jestem, wtedy automatycznie staję się oddzielony od Buddy, powstaje dualizm. Jak to się ma do tego, że wszystko jest Buddą?

Co to jest to, co tak myśli?

Co to jest, co tak myśli może jest to tym, co przeszkadza?

Co to jest to, co mówi, to co przeszkadza?

To się wyraża.

Co to jest to, co mówi, to się wyraża?

Co to jest? Jest.

Co to jest to, co mówi jest?

Nie wiem.

A to - to jest prawda. To jest praktyka Zen, ten punkt. To „nie wiem” jest bardzo istotne.
W związku z tym „nie wiem” mam jeszcze jedną historię. Tylko tym razem wydarzyła się ona w USA nie tak dawno. Przeczytałem o niej w gazecie a rzecz dotyczyła wyścigu psów na Florydzie. Był tam pies, który się nazywał Jasna Marysia. O tym pisało wiele gazet w Stanach. Psy podczas wyścigu gonią sztucznego zająca, który jest umocowany do takiego mechanicznego ramienia, który porusza się po torze. Szybkość tego ramienia uzależniona jest od tego jak szybko psy potrafią biegnąć i nie może ono być zbyt daleko od psów. Taki wyścig to głównie hazard. Ludzie stawiają pieniądze na psy i jak pies wygrywa dostają pieniądze. To się nazywa zabawa. Więc był strzał z pistoletu, klatki się otworzyły i rozpoczął się wyścig. Nagle jeden pies wspomniana Jasna Marysia staje. Patrzy się na resztę psów, które już są przed nią, spogląda na zająca i wskakuje na tor przecina go w poprzek, skacze przez kolejny tor i łapie zająca. Więc trzeba było zatrzymać wyścig, zwrócić ludziom pieniądze. Historia jest piękna, gdyż ten pies Jasna Marysia bardzo dużo nas uczy o życiu. Te psy tylko goniły za zającem, a ludzie w życiu mają wiele takich zajęcy za którymi gonią nie tylko jednego. Bardzo popularny zając pieniędzy, zając miłości, władzy czy zając kariery. Kiedy gonimy tylko za tymi zającami, wtedy przed nami są tylko zające. Nie widzimy jasno sytuacji. Żeby widzieć jasno sytuację trzeba się zatrzymać. Tak jak Jasna Marysia. Wtedy pojawia się szerokie widzenie. Niekonwencjonalnie ten pies wygrał w pewnym sensie wyścig. To jest przykład dla nas. A więc, jak się zatrzymać i osiągnąć to szerokie spojrzenie na życie. To jest właśnie to „nie wiem”. W tym świecie mamy dwa rodzaje umysłów: umysł eksperta, który uważa, że wszystko już rozumie, ale ten umysł ma pewien problem. To zrozumienie eksperta to jest tak jak pewien horyzont, dalej ekspert nie widzi. Umysł „nie wiem” jest bardzo ciekawy, bo umysł taki nic nie rozumie, nie ma żadnego pomysłu, to jest bardzo głupi umysł. Ale bardzo głupi to jest bardzo dobry, gdyż nie ma horyzontu, co znaczy nie ma żadnej granicy. Wtedy bardzo szerokie spojrzenie jest możliwe. W naszym świecie taki umysł jest bardzo praktyczny, potrzebny i przydatny. Dla wszystkich nie tylko dla buddystów.

 

 

  Mistrz Zen Wu Bong (Jakub Perl) Mistrz Zen Wu Bong jest głównym nauczycielem Szkoły Zen Kwan Um w Europie. Zanim spotkał Mistrza Zen Seung Sahna praktykował z Rosim Suzuki oraz przez rok z Tarthang Tulku. Został uczniem Dae Soen Sa Nima w 1972 roku.

Jest Amerykaninem polskiego pochodzenia i mówi płynnie po polsku. W 1978 roku pomagał Dae Soen Sa Nim'owi Seung Sahnowi w zakładaniu pierwszego Ośrodka Zen w Polsce. W 1984 roku otrzymał "inka" (pozwolenie nauczania) od Mistrza Zen Seung Sahna i rozpoczął nauczanie w USA i Europie.
Jest mężem Mistrza Zen Bon Yo, obecnie mieszka w Paryskim Ośrodku Zen.

źródło:
http://www.aortamagazine.net/artykul,4.html
fota:http:/
http://www.kwanumeurope.org/group/gb/
 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Thanka

sobota, 03 lutego 2007 18:29


Thanka

Pierwszy artysta

Nim przyszedł na świat Budda Śakjamuni, król i Jama (Pan Śmierci) kłócili się o życie małego chłopca. Nie mogąc go ocalić, król poprosił o pomoc bogów. Bogowie poradzili mu, by namalował pornet chłopczyka. Kiedy pobłogosławili wizerunek, chłopiec odżył. Tak narodziła się tradycja malarstwa sakralnego.
Król z owej legendy uznawany jest za pierwszego artystę. Później poszedł do nieba, gdzie odbierał lekcje rysunku. Jego nauczycielami byli brahmińscy bogowie i Wiswakarma (ucieleśnienie Białego Mandziuśriego). Wiswakarma jest patronem artystów; uważa się go za ojca tradycji malarstwa sakralnego.

Pierwsze wizerunki Buddy
Czu len ma: Obraz wzięty z wody
500 lat p.n.e. król Bimbisara, chcąc obdarować przyjaciela, postanowił ofiarować mu portret Buddy. Nadworni artyści przystąpili do pracy lecz, oszołomieni blaskiem Buddy, nie byli w stanie niczego narysować. Budda usiadł więc na brzegu stawu, by artyści mogli namalować jego wizerunek z odbicia w lustrze wody.

Ło zer ma: Obraz promieniującego światła
Pewna księżniczka złożyła przed Buddą ofiary, w nadziei, że jego wizerunek pomoże jej w praktykowaniu Dharmy. Blask obecności Buddy i tym razem uniemożliwił pracę artystom. Budda sprawił więc, by emanujące zeń światło odbiło się na płótnie, stając się szkicem na malarzy. Te pierwsze wizerunki są podstawą pracy malarzy, którzy, wierni tradycji, do dziś malują je na płótnie.

Tradycja malowania thanek
Pierwsze wizerunki Buddy powstały w Indiach; ukazują one idealne proporcje ludzkiego ciała, odzwierciedlającego wewnętrzną doskonałość oświeconego umysłu.
Autorami pierwszych obrazów na zwojach byli wędrowni indyjscy asceci, którzy ilustrowaliowymi malowidłami nauki Dharmy. Styl ten rozprzestrzeniał się w Azji (np. tradycyjne zwoje nepalskie czy jedwabne chorągwie z Azji środkowej) wraz z przenoszeniem nauk buddyjskich do innych krajów. Tybetańscy artyści czerpali ze wszystkich tych źródeł, gdy buddyzm dotarł do ich kraju w VII wieku. Tak narodziła się tradycja malowania thanek.


Nauki buddyjskie - a wraz z nimi kanon ikonograficzny i podstawowe techniki, na których opiera się sztuka buddyjska - przeniesiono do Tybetu z Indii. W XI wieku, za sprawą wielkiego indyjskiego uczonego Atisi, doszło do drugiej fali przekazu nauk buddyjskich do Tybetu. Zainteresowanie Dharmą i sztuką rosło zwłaszcza w zachodniej części kraju. W tym okresie pojawiły się elementy takie jak tęczowe aureole, mityczne stworzenia i pewne techniki operowania światłem i cieniem.

Nepal, pozostający pod wpływem sztuki wschodnich Indii, był źródłem inspiracji dla malarzy tybetańskich - zwłaszcza po XII wieku i upadku kultury buddyjskiej w Indiach. Wpływy te byłyszczególnie silne w XIII wieku, kiedy w Tybecie najważniejszą rolę odgrywała buddyjska szkoła Sakja z Tybetu środkowego, która upodobała sobie właśnie styl nepalski. Typowymi elementami"nepalskimi" są skomplikowane ołtarze wokół bóstw, fantazyjne ozdoby z kwiatów i silne poczucie symetrii.

Uważa się, że przy budowie pierwszego tybetańskiego klasztoru Samje pracowali również artyści chińscy (VII w.). Żony panująeego wówczas króla Songcena Gampo, księżniczki z Nepalu iChin, sprowadziły do Tybetu wielu artystów ze swoich krajów. Przyczyniły się one również do objęcia przez władcę patronatu nad sztuką. Siła chińskich wpływów na sztukę Tybetu zmieniała się wraz z relacjami politycznymi, szczególnie widać je jednak od XIV wieku w tradycjach malarskich wschodniego Tybetu. Chińscy artyści kładli nacisk na realizm krajobrazu (w którym dominują strzeliste, niesymetryczne skały) oraz częściej korzystali z niebieskich i zielonych pigmentów. W Chinach rozwinęła się również tradycja malowania Czystych Krain oraz Szesnastu Arhatów.

Tybetańska sztuka malowania thanek ukształtowała się ostatecznie około XV wieku, kiedy to wyodrębniło się kilka szkół malarskich. Dziś najbardziej znane z nich to Menri, Nowa Menri i KarmaGadri. Wszystkie one przestrzegają jednak tego samego kanonu, różniąc się wyłącznie detalami i estetyką. Elementem czysto tybetańskim jest zaokrąglenie postaci i kolorowe, brokatowe bordiury. Tybetańscy artyści rozbudowali też panteon, w którym znalazło się wiele bóstw tybetańskiego buddyzmu tantrycznego; malowali mandale, gniewne bóstwa, bóstwa w zjednoczeniu i linie przekazu (nauczycieli, przekazujących w nieprzerwanym łańcuchu nauki Buddy Śakjamuniego). Większość thanek była kolorowa, jednak w XVIII wieku niektórzy artyści zaczęli tworzyć thanki czarne, czerwone, złote lub srebrne.

Sztuka malowania thanek, odzwierciedlająca bogactwo i złożoność filozofii buddyjskiej, zrodzona z różnych stylów i inspirowana wieloma wpływami, rozwija się do dziś.






źródło:
http://www.tybet.pl/thanka.htmi

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mistrz Zen Seung Sahn

piątek, 26 stycznia 2007 12:40


 Mistrz Zen Seung Sahn DSSN

 

Mowa Dharmy wygłoszona w Falenicy 18.04.1998 

(z okazji dwudziestolecia Szkoły Zen Kwan Um w Polsce)


( uderza kijem w stół ) 

Góra jest wodą, woda jest górą. 

Wszystko ma nazwę i formę. Nazwa i forma zawsze zmieniają się, zmieniają i zmieniają. Czas i przestrzeń przemijają. Wszystko się zmienia i zmienia, więc góra jest wodą, woda jest górą. Ludzkie istoty pojawiają się na tym świecie i opuszczają go. 

Sutra Serca mówi: forma jest pustką, pustka jest formą. Co to znaczy? Nie ma góry, nie ma wody. Szósty Patriarcha powiedział: "Pierwotnie nic nie istnieje". Sprawdzamy pierwotną substancję ludzkiej istoty, sprawdzamy, sprawdzamy i nic nie ma. Nazywamy to absolutem. Świat absolutu oznacza, że kiedy otwierasz usta, to już jest to błąd. 

Sutra Serca mówi: "nie ma osiągania i niczego do osiągnięcia", nazywamy to nirwaną. Co to znaczy? Góra jest górą, woda jest wodą. 

Jeżeli obudzisz się, przekroczysz ten pusty umysł, wtedy prawda się pojawia. Kiedy patrzysz, słuchasz, wąchasz wszystko jest prawdą. Niebo jest niebieskie, drzewo zielone, pies szczeka "hau, hau", cukier jest słodki. Wszystko jest prawdą, lecz co nie jest prawdą? 

Mamy trzy światy. 

Świat przeciwstawieństw, ciągle się zmienia i zmienia, czyli forma jest pustką, pustka jest formą, góra jest wodą, woda jest górą. Następnie świat, gdzie nie ma ani góry, ani wody, całkowita pustka. Nazywamy to światem Nirwany. Kiedy przekroczymy nirwanę, wtedy cokolwiek widzisz, cokolwiek słyszysz jest prawdą. Wszystko jest prawdą, co nie jest prawdą. Ściana jest biała, podłoga jest żółta, niebo jest niebieskie, drzewo jest zielone, wszystko jest prawdą. 

A więc mamy trzy światy: świat przeciwstawieństw, świat absolutu i świat prawdy. Który jest właściwy? Jeśli ktoś znajdzie właściwy świat, ten kij uderzy go trzydzieści razy, również jeśli nie znajdzie właściwego świata, ten kij uderzy go trzydzieści razy. Dlaczego? Przecież jest świat prawdy, dlaczego uderzać trzydzieści razy? To jest wielkie pytanie. KATZ!!! 

Góra jest niebieska, woda płynie. 

Nazywamy to światem funkcji, świat funkcji jest bardzo ważny. 

Mamy cztery światy: świat przeciwstawieństw, świat absolutu, prawdy i funkcji. 

Odnosząc się do historii, zen pojawił się w Chinach. Przetrwał tam kilka dynastii, Tong, Chong i Song. Teraz w Chinach nie ma zen. Bodhidharma dał początek Zen i do czasu Szóstego Patriarchy zen był bardzo prosty, np. mam złą karmę, proszę naucz mnie, jak odsunąć złą karmę, nie ma problemu. Daj mi swoją złą karmę, ja ją zabiorę. Wtedy uczeń szuka, szuka i nie może znaleźć swojej złej karmy. Wtedy Mistrz Zen mówił: "Twoja zła karma zniknęła". To jest bardzo prosty styl. Następnie w zenie pojawiło się więcej techniki, czasami krzyk "KATZ" , czasami jeden palec, lub tylko uderzenie. Po tym czasie pojawiło się nauczanie prawdy, niebo jest niebieskie, drzewo zielone, ściana jest biała, podłoga żółta, ptaki śpiewają. Kiedy patrzysz, słuchasz, wąchasz, wszystko jest prawdą. Co to jest Budda ? - "suche gówno na patyku". Co to jest Budda? - "trzy funty lnu". "Dziesięć tysięcy Dharm powraca do jedności, dokąd powraca jedność?" "Idź napij się herbaty". Bardzo proste słowa. Ten styl miał początek podczas trwania dynastii Tong i Song, następnie pojawili się ludzie propagujący styl akademicki, czyli wiele myślenia, myślenia, myślenia. W tym czasie ukazała się słynna książka kong-anów "Księga Błękitnej Skały". Zawiera 100 kong-anów, w niektórych przypadkach jest za wiele słów i momentami książka staje się zbyt skomplikowana. 

Mistrz Zen Tae Hae zobaczył książkę i stwierdził, że jest tam za dużo myślenia. Kazał ją spalić, ponieważ uznał, że nie może ona pomóc uczniom Zen. Taka była praktyka podczas dynastii Sung, rozumieli prawdę, ale jak użyć tej prawdy, jak ona funkcjonuje w tym świecie, nie rozumieli tego. Następnie w okresie dynastii Czung praktyka Zen prawie zniknęła . Wtedy Zen przywędrował do Korei i Japonii. W Korei mistrzowie kontynuowali Zen w starym stylu. W Japonii powstały 3 szkoły. Szkoła Rindzai, Szkoła Soto, Szkoła Obaku, które czasami walczyły ze sobą, a w ich nauczaniu było za dużo myślenia. Wtedy pojawiło się dużo problemów. Obecnie tylko koreański Zen utrzymuje stary styl. Również w koreańskim Zen funkcja nie była jasna. 

Następnie koreański Zen przybył do Ameryki i do Polski i wtedy pojawiło się nauczanie funkcji. Kiedy przychodzi ktoś głodny - daj mu jeść, kiedy przychodzi ktoś spragniony - daj mu pić, pojawia się ktoś cierpiący - należy mu pomóc. Nazywamy to działaniem Bodhisattwy. Przedtem nie było zbyt dużo takiego nauczania, tylko prawda, prawda, prawda. Dlatego w Chinach Zen zniknął. Następnie wielu ludzi praktykowało i praktykowało, aż właściwy Zen przywędrował do Ameryki, potem do Polski. Na tym świecie jest wiele religii, wiele rodzajów buddyzmu. Co jest właściwą religią, co jest właściwym buddyzmem? Budda był bardzo inteligentny, rozumiał historycznie i filozoficznie sytuację w Indiach w tamtym czasie. Wtedy też wierzono w Boga, drzewo, górę i różne rodzaje religii. Budda nie mógł odsunąć tych przeciwstawnych religii, ponieważ ludzie nie rozumieli swojej prawdziwej natury, tylko wierzyli w Boga i osiągali szczęście. Nie rozumieli swojej prawdziwej natury, prawdy i właściwej funkcji. Wtedy Budda poszedł w góry, przez 6 lat siedział pod drzewem Bodhi. Pewnego ranka zobaczył gwiazdę - bum - osiągnął oświecenie. To jest buddyzm. To jest nasza praktyka - osiągnięcie oświecenia jest bardzo ważne. 

DSSN śpiewa sutrę. 

Niebieska góra nie porusza się, biały obłok przychodzi i odchodzi. Jednak ta błękitna góra i biała chmura są pierwotnie puste. 

4 x 5=20 

Cztery razy pięć równa się dwadzieścia, to wszyscy rozumieją, ale co to znaczy? Nikt nie rozumie, więc tu jest problem. Ludzkie istoty za dużo rozumieją, ale nie rozumieją siebie. 

Jeśli jest dużo rozumienia, wtedy jest dużo problemów, tylko trochę rozumienia, trochę problemów, brak rozumienia, brak problemów ! 

Więc tylko idźcie prosto - "nie wiem" i nie będzie problemów. Osiągnijcie "nie wiem", wtedy osiągniecie wszystko, to jest nasza praktyka. 

Ta praktyka "nie wiem" jest kontynuowana od Buddy do teraz. Bodhidharma przybył z Indii do Chin, po nim jego spadkobiercy przybyli do Korei. Dalej to nauczanie przeniesione zostało do Ameryki i z Ameryki do Polski. Teraz w Polsce jest wielka Dharma, to jest wspaniałe. 

Ludzkie istoty mają wiele religii, co to jest ludzkie życie? Nikt nie rozumie, przychodzimy z pustymi rękami, dlaczego pojawiamy się na tym świecie? Co tutaj robisz? Kiedy umrzesz? Dokąd pójdziesz? Niejasne, ludzkie istoty są niejasne. Na początku są niejasne i na końcu są też niejasne. Nasza praktyka oznacza początek jasny, wtedy wasza praca staje się jasna, kiedy umrzecie, to także staje się jasne. Następne życia po życiu wciąż jasne. To znaczy uratować wszystkie istoty, nazywamy to Drogą Bodhisattwy. Nasza praktyka znaczy nie dla siebie, lecz dla wszystkich istot. Wtedy wasza praca staje się jasna, wasz kierunek jest jasny, wasze działanie jest jasne. To jest bardzo ważny punkt. Jeżeli nie rozumiecie właściwie pracy ludzkiej istoty, wtedy całe życie jest niejasne. Ale wy przychodzicie tu, aby praktykować i to jest wspaniałe. Osiągnąć swoją naturę i znaleźć właściwą drogę, prawdę i właściwe życie. W Biblii jest powiedziane, ja jestem drogą, prawdą i życiem. Jestem drogą, jaką drogą, co to jest prawda, co to jest życie? Tylko mówimy o tym, wtedy nie można tego zrozumieć. Dlatego przychodzimy tutaj, praktykujemy, praktykujemy i wtedy droga oznacza osiągnięcie swojej prawdziwej natury, osiągnięcie uniwersalnej substancji, wtedy osiągnięcie prawdy jest możliwe. 

Niebo jest niebieskie, drzewo zielone, ściana jest biała, pies szczeka "hau, hau". Kiedy patrzysz, kiedy słuchasz, wszystko jest prawdą. Prawda i Ty stajecie się jednym. Następnie, jak ta prawda może właściwie funkcjonować, aby pomóc innym ludziom. To jest właściwe życie, a więc nasza praktyka jest bardzo ważna. Każdy przychodzi tutaj, praktykuje i to jest wspaniałe. 

Dawno temu Mistrz Zen Dok Sahn, jakiekolwiek pytanie mu zadano, on tylko uderzał. Mistrz Zen Gu Ji na każde pytanie odpowiadał pokazując jeden palec. Mistrz Zen Lin Chi, tylko krzyczał KATZ! Te trzy nauczania różnią się, działania są różne, ale droga ta sama. W tamtych czasach Mistrz Zen Dok Sahn był wielkim mistrzem, w jego świątyni mieszkało 700 mnichów. Pewnego dnia z rana wziął swoje miski i poszedł do sali Dharmy. Wtedy w klasztorze gospodarzem był Sol Bong, który zobaczył Mistrza i powiedział: "Mistrzu, mistrzu, jeszcze nie uderzono w bęben i dzwon nie zadzwonił, dokąd idziesz niosąc swoje miski?" To oznaczało, że jeszcze nie jest pora posiłku. W wielkiej świątyni, najpierw uderza się w dzwon, potem w bęben "bum, bum, bum", wtedy każdy bierze miski i idzie do Sali Dharmy, gdzie wszyscy razem jedzą. To jest reguła, ale Mistrz Zen Dok Sahn, zanim zadzwonił dzwon i uderzono w bęben, wziął miski i poszedł do Sali Dharmy. Być może stary mistrz o regule zapomniał i kiedy Sol Bong zauważył to i zapytał, Dok Sahn tylko wrócił do swojego pokoju. Po chwili główny mnich Am Du przechodził koło kuchni i gospodarz powiedział mu: "Główny mnichu przed chwilą Mistrz Dok Sahn zanim uderzono w dzwon i bęben, wziął swoje miski, aby udać się na posiłek. Kiedy zwróciłem mu uwagę, nic nie powiedział, tylko wrócił do swojego pokoju". Wtedy główny mnich Am Du powiedział: "O! Wielki Mistrz Zen Dok Sahn nie rozumie ostatniego słowa". Znaczenie "ostatniego słowa", to bardzo ważny punkt. 

Przedtem śpiewałem piosenkę - "góra jest niebieska, woda płynie. Góra i woda są puste.4 x 5 = 20". 4 x 5 = 20 to jest ostatnie słowo. Ostatnie słowo oznacza prawdę i funkcję razem. Mistrz Zen Dok Sahn nie rozumiał ostatniego słowa, znaczy to, że nie rozumiał właściwej sytuacji, właściwej funkcji i właściwej relacji. Służący mistrza usłyszał rozmowę głównego mnicha z gospodarzem i opowiedział o tym Dok Sahnowi: "Wielki mistrzu, główny mnich powiedział, że nie rozumiesz ostatniego słowa". Wtedy mistrz bardzo się rozzłościł i krzyknął: "Główny Mnichu przyjdź do mnie". "Tak, panie", "Ty nie wierzysz we mnie?" Wtedy Am Du wyszeptał coś mistrzowi do ucha". Wówczas gniew zszedł z twarzy mistrza, który uśmiechnął się, "aha, rozumiem". 

Następnego dnia Mistrz Dok Sahn siedząc na podwyższeniu wygłosił mowę dla siedmiuset mnichów. 

Ta Mowa Dharmy była inna niż poprzednie, zupełnie inna. Wtedy Am Du wyszedł na środek i klaszcząc w dłonie, śmiejąc się głośno powiedział: "Mistrz Zen rozumie ostatnie słowo, teraz już nikt nie może go sprawdzić". To jest ta historia i w dzisiejszej mowie Dharmy pojawia się pytanie: "Co to jest ostatnie słowo?". Mistrz Zen Dok Sahn nie rozumie ostatniego słowa. Ostatnie słowo nie jest specjalne, kiedy jesteś głodny - jedz, jesteś spragniony - pij, chwila po chwili utrzymuj właściwe działanie, właściwą sytuację, właściwe relacje. To jest ostatnie słowo. Dlaczego Mistrz Zen wziął miski i poszedł do Sali Dharmy, przed porą posiłku? Po uderzeniu w dzwon i bęben bierzemy miski i idziemy na posiłek. 

Pierwsze pytanie - w tym czasie, jakie jest ostatnie słowo, w tym czasie, co jest właściwą sytuacją, właściwą relacją, właściwym działaniem? Drugie pytanie, główny mnich szepnął coś mistrzowi do ucha, co wyszeptał? Po usłyszeniu go twarz mistrza rozjaśniła się, gniew zniknął, uśmiechnął się i powiedział "aha, rozumiem", więc co takiego Am Du wyszeptał. To jest drugie pytanie. Następnie trzecie pytanie; główny mnich wyszedł na środek sali Dharmy, klaskał w dłonie i śmiał się "teraz nasz mistrz rozumie ostatnie słowo" 

Pytanie brzmi: jakiego rodzaju mowę powiedział Mistrz Dok Sahn? To bardzo ważny punkt. Ale jest jeszcze jedno pytanie. To ostatnie pytanie to prezent dla Was. Kiedy Mistrz przyszedł z miskami, gospodarz powiedział: "jeszcze dzwon nie zabrzmiał i nie uderzono w bęben, dokąd idziesz ze swoimi miskami". Dok Sahn nic nie odpowiedział, tylko wrócił do swojego pokoju i dlatego problem się pojawił. Może gdyby coś powiedział, ten problem by się nie pojawił. Gdybyś Ty był Mistrzem Zen i gospodarz zapytał Cię: "jeszcze nie zabrzmiał dzwon i nie uderzono w bęben, dokąd idziesz ze swoimi miskami?" Co ty byś odpowiedział? To bardzo ważny punkt. To jest kong-an wysokiej klasy, przychodźcie tutaj i praktykujcie, wtedy możecie zrozumieć te pytania. 

Następny kong-an wysokiej klasy to "sieć Man Gonga". Któregoś dnia Mistrz Zen Man Gong usiadł na podwyższeniu i powiedział: "Wszyscy praktykowaliście mocno przez 3 miesiące, ja tylko robiłem sieć, to jest specjalna sieć, może złapać wszystko, Buddę, Bodhisattwę, wszystkie istoty. Ta sieć złapała cały świat. Jeżeli praktykowaliście mocno, możecie wydostać się z tej sieci. Jak wydostaniecie się z mojej sieci?" To bardzo ważny punkt, musicie zabrać sieć Man Gonga. 

Następny, jeszcze wyższej klasy kong-an to "trzech mężczyzn spaceruje". 

Pierwszy mężczyzna robi dźwięk mieczem, drugi wyciąga chusteczkę, trzeci macha rękami. Co się tam dzieje i co oni zobaczyli. To bardzo ważny punkt. Jeśli przejdziecie przez tę bramę, możecie zostać Ji Do Poep Sa Nimami, bez problemu i nosić czerwone kasa. Oni wszyscy przeszli przez tę bramę, więc wszyscy przejdźcie przez tę bramę i zostańcie Ji Do Poep Sa Nimami. Jeżeli przejdziecie przez tę bramę, bardzo ważne jest, aby zostać Mistrzem Zen. Jeżeli chcecie stać się Mistrzem Zen, w USA jest kilku sławnych mistrzów Zen tradycji japońskiej i innych tradycji, trzeba podjąć z nimi walkę Dharmy. Bardzo ważne jest, żeby uderzyć tych mistrzów i wtedy każdy sprawdza tę walkę Dharmy. Jeżeli uczeń uderzy właściwie, wtedy Mistrz Zen także to sprawdza i można zostać Mistrzem Zen. To bardzo ważne. 

W naszej tradycji mamy stopnie, jeżeli ktoś mocno praktykuje może zostać JDPSNimem, następnie Mistrzem Zen i wtedy może nauczać innych ludzi. 

Mam nadzieję, że każdy będzie mocno praktykował, praktykował, wasz ośrodek stanie się mocny, wtedy zobaczy jasno, usłyszy jasno, poczuje jasno, chwila po chwili będzie utrzymywał właściwą sytuacje, właściwe działanie i właściwe relacje. Osiągnie wielką miłość, wielkie współczucie, wielką drogę Bodhisattwy i uratuje wszystkie istoty od cierpienia. 

Dziękuję bardzo.


 Dae Soen Sa Nim

DSSN Seung Sahn jest 78 patriarchą buddyzmu koreańskiego w linii przekazu od Buddy Siakjamuniego. Urodził się w 1927 roku w północnej części Korei. Został mnichem w październiku 1948 roku. W dziesięć dni po wyświęceniu udał się na 100 dniowe odosobnienie, w trakcie którego osiągnął Oświecenie. 25 stycznia 1949 roku otrzymał Przekaz Dharmy od Mistrza Zen Ko Bong Su Nima.

W 1957 roku został Opatem Świątyni Hwa Gye Sah w Seulu. Kilka lat później został zaproszony, aby nauczać Zen w Japonii. W maju 1972 porzucił pozycję sławnego Mistrza w Japonii i Korei, aby udać się samotnie do USA i tam rozpocząć nauczanie Zen. W ten sposób narodziła się Szkoła Zen Kwan Um, skupiająca kilkadziesiąt ośrodków na całym świecie.

Ostatnie lata swojego życia Dae Soen Sa Nim spędził w Korei, w świątyni Hwa Gye Sah i odbywał co roku podróże, nauczając w Azji, Ameryce i Europie. W Polsce mieliśmy okazję gościć go ostatnio wiosną 1998 roku. Mistrz Zen Seung Sahn zmarł w świątyni Hwa Gye Sah w Korei 30 listopada 2004 r. Miał 77 lat. DSSN Seung Sahn udzielił Przekazy Dharmy dziesięciu Mistrzom Zen, oraz - "inka" - pozwolenie nauczania - Mistrzom Dharmy.

 

Źródła:

http://www.samadi.republika.pl/rart32.htm

http://www.zen.pl/kwanum/kwanum_dssn.html


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

piątek, 25 kwietnia 2014

Licznik odwiedzin:  4 700  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Galerie

Archiwum

O moim bloogu

buddyzm w sieci artykuły,materiały, zdjęcia

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 4700

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl